Białoruś - kraj kontrastów

Turyści wybierający się na Białoruś, jadą tam najczęściej z pełnym naręczem stereotypów i wyobrażeń na temat tego kraju. I prawdopodobnie, tak jak ja, wyjeżdżają od tych stereotypów uwolnieni.

Białoruś to wciąż biała plama na mapie dla wielu turystów. Ja wcześniej byłam w tym kraju tylko przejazdem, dobrych kilka lat temu, w drodze pociągiem do Moskwy. Z Mińska pamiętam więc jedynie niezbyt piękny (wtedy) dworzec kolejowy, a także smaczne placki ziemniaczane ze śmietaną, które można było kupić u Białorusinek, przewijających się przez stojący na postoju pociąg. Tak czy inaczej, Białoruś intrygowała mnie już od dłuższego czasu, jako kraj jednocześnie bliski i nieznany. W tym roku postanowiłam go poznać trochę lepiej.

Przyznajmy szczerze: większość Europejczyków o Białorusi nie wie prawie nic. Rocznie kraj ten odwiedza niewiele ponad 100 tysięcy turystów (dane Banku Światowego) – to liczba porównywalna z mikroskopijnym San Marino. Większość tych turystów to Rosjanie, którzy nie potrzebują wizy, by dostać się na teren naszego wschodniego sąsiada. Zwiedzających z Unii Europejskiej czy z innych krajów świata przyjeżdża tu zaledwie garstka.

Wpisany na listę UNESCO zamek w Nieświeżu.

W rezultacie, polskie i ogólnie zachodnioeuropejskie wyobrażenia na temat Białorusi kształtowane są przez media, często traktujące temat pobieżnie i jednopłaszczyznowo. “Ostatnia dyktatura Europy”, “reżim Łukaszenki”, “biedny i uciśniony naród”, “łamanie praw człowieka” - to określenia, które najczęściej pojawiają się w kontekście hasła “Białoruś”. Resztę dopełnia wyobraźnia, która pojawia się wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z niewiedzą.

Oczywiście trzeba tu jasno podkreślić: powyższe określenia nie wzięły się z powietrza. Ustrój polityczny Białorusi jest prawdziwym ewenementem we współczesnej Europie i jednocześnie czynnikiem hamującym rozwój gospodarczy kraju. Ale po mojej wizycie w tym miejscu mam wrażenie, że Białoruś  XXI wieku to twór dużo bardziej złożony – to miejsce, gdzie Wschód zderza się z Zachodem, tworząc oryginalną kombinację.

Sobór Ducha Świętego w Mińsku.

Z jednej strony można odnieść wrażenie, że ci Polacy, którzy czasy PRL pamiętają już jedynie z opowieści rodziców i dziadków, chcą poprzez wizytę na Białorusi niejako cofnąć się w czasie. W końcu nasz wschodni sąsiad to jedyne państwo autorytarne w Europie – i chyba już ostatnie miejsce w tej części świata, gdzie można poczuć ducha komunizmu. Portrety Lenina, popiersia Dzierżyńskiego, ulice Marksa, czerwone gwiazdy, sierpy i młoty… Te wszystkie symbole, które Polacy w trakcie transformacji ustrojowej z chęcią burzyli, zacierali, wymazywali z pamięci – są wciąż obecne w codziennym życiu Białorusinów, widoczne na ulicach miast i wsi. W czasach, gdy Lenin stał się już praktycznie elementem popkultury, a pamiątki z ZSRR są traktowane przez turystów i kolekcjonerów jako nieszkodliwa egzotyka, komunistyczne symbole na Białorusi są dowodem na to, że kraj ten nie odciął się od mrocznej przeszłości.

Pomnik Lenina na Placu Niepodległości w Mińsku.

Jednak z drugiej strony, mówienie o Białorusi w kontekście kraju zacofanego byłoby krzywdzące dla naszych wschodnich sąsiadów. To fakt, że niektóre miejsca na Białorusi przypominały mi widoki ze zdjęć robionych kilkadziesiąt lat temu przez moich dziadków i rodziców. Ale jednocześnie, jak w każdym innym europejskim kraju, daje tu o sobie znać XXI-wieczny konsumpcjonizm, poza tym stawianych jest tu sporo nowych budynków, a autostrada do Mińska jest piękna, równa i szeroka. Podobno każdy turysta z Polski jest zaskoczony tym, jak ładnie, czysto i nowocześnie wygląda współczesna Białoruś. Ja nie byłam wyjątkiem – chociaż muszę przyznać, że wcześniej sporo na ten temat czytałam. Wiedziałam, że duże białoruskie miasta, z Mińskiem na czele, są odnowione i wypucowane – i robią bardzo pozytywne wrażenie. Ale jednocześnie słyszałam, że nowoczesność i pieniądze nie docierają na wsie – i to też zauważyłam podczas mojego krótkiego pobytu w tym kraju.

Drewniane domki w Baranowiczach.

Między bajki należy włożyć także kolejny stereotyp – przekonanie o tym, że na Białorusi jest tanio. Owszem, mniej niż w Polsce kosztują niektóre produkty – przede wszystkim paliwo oraz używki (alkohol, papierosy). Tymczasem większość produktów spożywczych jest droższa niż na rodzimych sklepowych półkach. Dużo kosztują mieszkania, samochody, sprzęt RTV i AGD, ubrania – dlatego Białorusini często jeżdżą na zakupy do Polski. Ten kraj nie jest także tani dla turystów – ci muszą na wstępie całkiem sporo zapłacić za białoruską wizę, później wydać niemało pieniędzy na przyzwoity hotel oraz ewentualnie także na pamiątki, które kosztują tu tyle co w Londynie. Na pocieszenie warto wspomnieć o dobrym i tanim transporcie miejskim.

Podsumowując – na pierwszy rzut oka Białoruś wydaje mi się krajem dużych kontrastów i dwoistości. Piękne miasta - biedne wsie. Przywiązanie do Rosji na wschodzie kraju – polskie akcenty na zachodzie. Budynek KGB i pomnik Dzierżyńskiego – a niedaleko McDonald’s i TGI Friday’s. Groźne spojrzenia milicjantów – ale i uśmiechnięci, spontanicznie zagadujący przechodnie. To kraj, który umyka wszelkim stereotypom.

W rezultacie, z Białorusi wyjeżdżałam z mieszanymi uczuciami i z większą liczbą pytań niż odpowiedzi. Jedno wiem na pewno: chciałabym tam wrócić i poznać więcej zakamarków tego kraju.

A tymczasem o Białorusi napiszę więcej na blogu w kolejnych dniach. Powyższe przemyślenia potraktujcie jako wstęp, napisany przeze mnie na gorąco, krótko po powrocie :) Będzie też obszerna fotorelacja!

Wielki żubr – jeden z symboli Białorusi – na granicy obwodów brzeskiego i mińskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>