Chcesz napisać własną książkę? Przeczytaj najpierw to.

Najpierw masa, potem rzeźba – to jedno z przykazań każdego prawdziwego pakera pisarza. O czym jeszcze warto pamiętać, zabierając się za pisanie własnej książki?

W ubiegłym roku postawiłam sobie za cel napisanie własnej książki. “Świat surowców”, bo taki jest tytuł mojego pisarskiego debiutu, to książka o inwestowaniu w towary: ropę naftową, złoto, kukurydzę, kawę, itd. Książka właśnie pojawiła się na rynku, z czego jestem niezmiernie dumna.

Tak, napisanie własnej książki przynosi dużo satysfakcji oraz świadomość, że stworzyliśmy coś własnego. Ci, którzy napisali książkę przede mną, mówili mi, że wydanie książki budzi uczucie porównywalne z posiadaniem własnego dziecka. Chociaż się z tego śmiałam, to coś w tym jest – bo gdy trzymałam własną książkę w rękach po raz pierwszy, to uśmiech nie schodził mi z twarzy. Dobrze jednak, że to wydawnicze dziecko nie woła o jedzenie, można je odłożyć na półkę na dłuższy czas, a do tego szybko zaczyna generować przychody ;)

Gdy zabierałam się za pisanie książki, to nie byłam zupełnym nowicjuszem. W końcu moje dotychczasowe życie zawodowe od kilku lat kręci się wokół pisania analiz, komentarzy i artykułów, a także prowadzenia własnego wydawnictwa, w którym redaguję magazyn i w którym wydawaliśmy wcześniej inne książki.

Własna książka była więc logicznym następnym krokiem. Sądziłam, że jej napisanie pójdzie mi gładko – ale zapewniam, nie jest to wcale taki spacerek jak się wydaje. O ile nie tworzymy pseudoksiążki będącej jedynie zbiorem podpisanych zdjęć albo kompilacją już gotowych tekstów (swoich lub czyichś), lecz chcemy napisać coś porządnego – to musimy się do tego przyłożyć, jak do każdego większego projektu.

Teraz, gdy moja piękna, czarno-złota książka zdobi przepełnioną domową biblioteczkę, mogę z odpowiedniej perspektywy spojrzeć na ostatnie kilka miesięcy i podzielić się z wami przemyśleniami dotyczącymi całego procesu pisania książki. Niektóre z nich mogą wydawać się oczywiste, ale zaskakująco często autorzy je ignorują twierdząc, że “w ich przypadku będzie inaczej” (tym kłamstwem karmimy się często w wielu dziedzinach życia ;) ).

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2016/02/Świat-surowców-książka.jpg" size="640"/]

Mój debiut pisarski: “Świat surowców” :)

O czym więc warto pamiętać, pisząc własną książkę? Przede wszystkim o tym, że…

Efekty są odłożone w czasie.

Książka to duży projekt, nad którym siedzi się miesiącami, a czasem nawet latami. Trzeba się przygotować więc na to, że będziemy wkładać pracę w coś, czego efekty przez dłuższy czas będą pozostawać w cieniu. Oczywiście to nie jest problem – nie od razu Rzym zbudowano, a umiejętność odkładania przyjemności w czasie to jedna z cech dorosłości. Moim sposobem na tę niedogodność było wyobrażanie sobie końcowego efektu – tego, jak trzymam moją książkę w ręku. Może i nie jest to jakiś specjalnie kreatywny sposób, ale działa ;)

Tak czy inaczej, tworzenie książki jest dużym testem cierpliwości, zwłaszcza, że…

Pisanie zajmuje więcej czasu niż się wydaje.

Każdy, kto pisał magisterkę, zgodzi się z tym, że pisanie zawsze zajmuje więcej czasu niż się wydaje. Bo zrobimy w międzyczasie herbatkę i poczytamy newsy w Internecie, bo jesteśmy zmęczeni całym dniem spędzonym w pracy, bo wieczorem jest czyjaś impreza urodzinowa i wypadałoby na nią iść, bo kot zachoruje (uff, dobrze, że nie mam kota), bo zepsuje się coś w komputerze, bo chcemy w końcu pospać dłużej w weekend, itd.

Z książką jest podobnie. Na ogół pierwszym błędem, który popełniamy przy jej tworzeniu, jest zbyt optymistyczne oszacowanie terminu jej ukończenia. Gdy zaczynałam pisać książkę, zakładałam, że jej ukończenie zajmie mi trzy miesiące. Dziś podsumowałabym te plany jednym wyrażeniem: buahahaha. Zajęło mi to sześć miesięcy, i to przy dużej mobilizacji. Moja prognoza była nierealistyczna i to wcale nie wynikało z lenistwa – raczej z niedoszacowania ilości czynników, które od tej pracy będą mnie odciągać.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2016/02/being-a-writer.jpg" size="640"/]

Bycie pisarzem to 3% ciężkiej pracy i 97% niebycia rozpraszanym przez internet…

Nie doszacowałam także ilości pracy, jaka mnie czeka. Okazuje się bowiem, że przy pisaniu książki tak, jak przy ćwiczeniu na siłowni…

Najpierw masa, potem rzeźba.

Napisanie tekstu książki (“masa”) to oczywiście najważniejsza sprawa. Ale to dopiero początek pracy. Potem czas na “rzeźbę”, czyli poprawki.

Na ogół pierwsza wersja tekstu nie jest idealna, więc już gdy sami czytamy go drugi raz, widzimy potencjał do wprowadzenia pewnych zmian. Później, gdy poszczególne rozdziały są czytane przez redaktora, korektora czy też naszych najbliższych, pojawiają się kolejne uwagi, które warto lub trzeba uwzględnić. Niektóre fragmenty mogą okazać się zbyt długie lub krótkie, czasem musimy dodatkowo wytłumaczyć pewne zagadnienia. Może też okazać się, że na jakiejś stronie powtórzyliśmy informację, którą podaliśmy już wcześniej – w końcu pisanie książki to coś zupełnie innego niż tworzenie krótkich tekstów.

Prawdziwa zabawa pojawia się jednak przy składzie – wtedy cały nasz misterny plan potrafi się posypać, ponieważ pewne fragmenty nie mieszczą się na stronie, tabelka jest zbyt rozległa lub mało czytelna, a wykres zajmuje zbyt dużo miejsca lub przeskakuje na kolejną stronę i wygląda kiepsko. Oczywiście wyzwania związane ze składem ma na głowie przede wszystkim grafik, jednak jeśli książka ma specjalistyczny charakter, to z jego strony pojawiają się pytania, na które to my – jako autorzy – musimy odpowiedzieć.

Warto pamiętać, że wizja książki prawdopodobnie będzie ewoluować. Plany się zmieniają od pierwszej koncepcji i to trzeba uwzględnić. W moim przypadku książka już była napisana i złożona, a tu w międzyczasie Indonezja weszła z powrotem do OPEC, a USA zniosły zakaz eksportu ropy naftowej. Trzeba więc było uaktualnić tekst praktycznie tuż przed drukiem.

Oprócz niedoszacowania czasu, często przeszacowujemy też swoją efektywność… I tu pojawia się kolejna kwestia:

Nie jesteśmy maszynami.

O tym każdy z nas wydaje się zapominać zwłaszcza podczas robienia wszelkich postanowień. “Będę czytać jedną książkę tygodniowo”, “będę biegać 5 razy w tygodniu”, “od dzisiaj zero słodyczy”, itp. A potem okazuje się, że w pracy mamy duży projekt i nie chce nam się wieczorem czytać, uderzyliśmy się w kolano i nici z biegania na tydzień, idziemy do babci, która znów upiekła pyszny sernik. Czasem zawodzi organizm, czasem siła woli – i o ile nie zawodzą one przez cały czas, nie można się tym przejmować, bo jesteśmy ludźmi i zdarzają się nam gorsze momenty.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2016/02/writers-careless.jpeg" size="640"/]

Gdyby pisarze pisali tak niedbale jak niektórzy mówią, to… ;)

Z pisaniem książki jest tak samo. Postanowienia typu “5 stron dziennie”, “rozdział tygodniowo” nijak nie mają się do rzeczywistości, bo czasem idzie nam lepiej, a czasem gorzej. Bywa, że nasza ręka wręcz sama pisze, ale przychodzą i takie dni, gdy czujemy się gorzej, jesteśmy przepracowani, wypada nam coś pilnego lub po prostu nam się nic nie chce, a natchnienie uparcie nie przychodzi… No i trudno, nie ma co się wtedy spinać. Zresztą, ogólnie przy pisaniu książki psychiczne wyluzowanie się przydaje, bo…

Łatwo zaniedbać inne rzeczy.

Jak się z jednej strony ciągnie, to z drugiej ucieka. Skoro poświęcamy czas na pisanie książki, to nie poświęcimy go na inne rzeczy. Proste.

Oczywiście u mnie też tak było. Ze względu na to, że oprócz wypełniania moich codziennych zawodowych obowiązków, pisałam także książkę, to zaniedbałam parę innych spraw. Moje kontakty towarzyskie zredukowałam do minimum, przez co część moich znajomych zastanawiała się, czy jeszcze żyję. Na siłownię chodziłam trzy razy rzadziej niż powinnam. Zrobiłam parę niedostatecznie przemyślanych inwestycji, które zakończyły się różnie…

Gdy robi się wiele rzeczy naraz, to nie jest łatwo tego wszystkiego dopilnować. Jeśli jednak nie chcemy, by wydanie książki przeciągało się w nieskończoność, to trzeba ten projekt ustawić wysoko na liście priorytetów. A to nie zawsze jest proste, bo…

Pisanie nie zawsze jest przyjemne.

W filmach pisarze to na ogół osoby, które spędzają czas na przesiadywaniu w altance lub na plaży albo spacerowaniu ulicami Nowego Jorku z dużą latte w dłoni. To osoby, które nonszalancko, bez pośpiechu poszukują inspiracji – i oczywiście w końcu ją znajdują.

Powiedzmy sobie szczerze: o ile nie jesteś już autorem bestsellera, bogatym rentierem albo czyimś utrzymankiem/utrzymanką, nie stać Cię na taki lifestyle. Owszem, można poszukiwać natchnienia na plaży przez dzień czy dwa, ale potem trzeba zakasać rękawy i spędzić dużo czasu przy komputerze.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2016/02/become-a-writer.jpg" size="640"/]

Zostań pisarzem, mówili. Będzie fajnie, mówili.

Może i momenty twórczego natchnienia się zdarzają, ale przez większość czasu pisanie to ciężka praca. To nudne i uciążliwe poszukiwanie danych (bo przecież nie chcemy napisać bzdur), sprawdzanie stylistyki (bo inni mają to z chęcią przeczytać) albo po prostu siedzenie przed pustym dokumentem w Wordzie i zastanawianie się, od czego zacząć rozdział. I tu pojawia się kolejna kwestia…

Wena przychodzi i odchodzi, kiedy chce.

Właśnie wpadł ci do głowy świetny pomysł na rozpoczęcie rozdziału, ale akurat robisz zakupy, pływasz w basenie albo jesteś w pracy i masz do dokończenia pilny projekt. Więc obiecujesz sobie, że koniecznie spiszesz swoje złote myśli wieczorem lub jak tylko usiądziesz przy komputerze. Ale gdy później robisz sobie aromatyczną herbatkę i siadasz za biurkiem, to okazuje się, że tych kilku pięknych, lotnych zdań nie pamiętasz, a natchnienie odeszło w siną dal. Po pół godziny herbatka jest już wypita, a ty masz zaledwie jedno wymęczone zdanie, które nawet ci się nie podoba.

Już kiedyś zauważyłam, że najlepsze pomysły przychodzą nam do głowy w tak zwanym międzyczasie. Gdy jesteśmy zajęci czymś, co nie wymaga dużego wysiłku intelektualnego. Gdy jeździmy na rowerze, siedzimy na lunchu lub kawie ze znajomymi, robimy zakupy albo, naturalnie, gdy jesteśmy pod prysznicem. Czyli zawsze wtedy, kiedy nasz umysł jest zrelaksowany.

Za to gdy usilnie chcemy napisać coś mądrego, bo akurat mamy na to czas, to jak na złość nic sensownego nie przychodzi do głowy. Na początku byłam tym sfrustrowana, ale potem przyjęłam system: gdy nie mam weny, to skupiam się na zbieraniu informacji lub szukaniu danych do wykresów. W ten sposób uwolniłam się od uczucia, że tracę czas.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2016/02/writer-what-they-think.jpg" size="640"/]

Co tak naprawdę robię…

Nie warto pisać na siłę. Tekst musi być przemyślany, bo…

Trzeba myśleć o tych, dla których się pisze.

Moim założeniem było napisanie książki dla osób, które chcą dowiedzieć się czegoś o rynkach towarowych – po to, by na nich zacząć inwestować, lub po to, aby po prostu dowiedzieć się, jakie mechanizmy rządzą rynkiem ropy naftowej, złota czy kawy. To nie miała być książka tylko i wyłącznie dla moich uzdolnionych kolegów po fachu, ale lektura, która będzie strawna także dla szerszej publiczności. Dlatego właśnie, pisząc konkretny rozdział, powtarzałam sobie pytania: “czy to będzie ciekawe dla czytelników?”, “czy ta informacja się im do czegoś przyda?”.

Stawianie takich pytań jest bardzo ważne, bo każdy z nas patrzy na życie przez pryzmat własnych doświadczeń. Zdarza się więc, że piszemy zbyt trudnym językiem, używając wielu fachowych słów, które są potem niezrozumiałe dla przeciętnego czytelnika. Ponadto, mamy tendencję do skupiania się na tym, co nas osobiście interesuje – a to niekoniecznie pokrywa się z zainteresowaniami innych. A przecież nie piszemy książki sobie a muzom.

Jeśli autor jest dumny ze swojej książki – to dobrze. Jeśli dla czytelników będzie ona interesująca i praktyczna – to jeszcze lepiej. To, żeby była ona pożyteczna, jest istotne, ponieważ…

Ktoś musi tę książkę wydać.

Jeśli chcesz wydać książkę, to masz dwie możliwości: albo poszukasz wydawnictwa, albo wydasz książkę na własną rękę. Każdy sposób ma swoje plusy i minusy.

Gdy zdajesz się na wydawnictwo, to możesz liczyć na jego wsparcie w zakresie: redakcji i korekty tekstu, graficznej obróbki (w tym wyboru okładki), a także późniejszej dystrybucji i promocji książki. Największym plusem tego rozwiązania jest więc to, że wydawnictwo odwala za ciebie kawał organizacyjnej pracy i ma większe możliwości marketingowe. Dodatkowa zaleta to fakt, że wydawnictwo pokrywa wtedy wszelkie koszty związane z wydaniem książki – a to jest kwota co najmniej pięciocyfrowa.

Minusem jest jednak to, że oddajesz większość kontroli nad projektem w obce ręce – przede wszystkim, przekazujesz prawa autorskie wydawnictwu na jakiś czas (lub na zawsze). Jako autor, dostajesz także relatywnie niewielką część przychodów związanych ze sprzedażą książki – ale to wydaje się uczciwe, skoro nie ponosisz żadnego ryzyka związanego z kosztami jej wydania.

Z kolei wydanie książki na własną rękę może nastąpić z dwóch przyczyn. Pierwsza: twojej książki nie zaakceptowało żadne wydawnictwo (ale wtedy warto zastanowić się, czy w takim razie jej wydanie w ogóle ma sens). Druga: wierzysz w sukces i nie musisz podpierać się wydawnictwem. U mnie sprawa była prosta, bo akurat mam własne wydawnictwo, więc innego nie szukałam :)

Ogólnie podstawowa zasada jest prosta: jeśli wcześniej nie wydawałeś(-aś) książki lub nie wiesz, jak się do tego zabrać – znajdź wydawnictwo. Oszczędzisz ogromną ilość czasu, a możliwe, że oszczędzisz także pieniądze.

Jeśli jednak wydajesz książkę własnym sumptem…

… to jest to dla ciebie większe ryzyko, ale i większe potencjalne zyski. Ryzyko związane jest przede wszystkim z tym, że trzeba poświęcić nie tylko dużo czasu na napisanie książki, ale także pokryć koszt jej wydania i promocji. Za co dokładnie płacimy?

a) redakcja i korekta. Nawet jeśli uważasz się za zdolnego pisarza, to warto dać do przeczytania książkę co najmniej dwóm innym osobom (najlepiej takim, które się znają na redagowaniu książek) - uwierz, zauważą one wiele błędów i niedociągnięć, czasem bardzo oczywistych. Ze względu na to, że sama jestem redaktorem, ja poprosiłam o przeczytanie książki kilka najbliższych mi osób – bo wiedziałam, że będą one uważne i szczere. Dodatkowo, książka przeszła oczywiście przez sito korekty.

b) skład. Złożenie książki kosztuje różnie, ale jest jedna podstawowa zasada: im więcej jest w niej elementów graficznych (wykresy, mapki, zdjęcia), tym jest drożej. Dobry grafik to jednak prawdziwy skarb, bo przecież nikt nie chce, aby jego książka wyglądała nieprofesjonalnie albo kiczowato. Do głównych zadań grafika należy stworzenie okładki (na podstawie naszej sugestii lub bez niej) i makiety składu (czcionka, marginesy, schematy grafik itp.), a także odpowiednie ułożenie tekstów i grafik na poszczególnych stronach oraz ich dopasowanie kolorystyczne.

c) druk. Jeśli chcesz wydać tylko kilkaset egzemplarzy, w miękkiej oprawie i tylko w czerni i bieli, to kilka tysięcy złotych powinno wystarczyć. Jeśli jednak chcesz pokusić się o twardą oprawę, kolorowe strony lub większą liczbę egzemplarzy, to koszt druku będzie pięciocyfrowy.

Wydanie książki jest dowodem wiary w jej sukces, niezależnie od tego, czy wydajesz książkę sam, czy z pomocą wydawcy. Ale nawet jeśli książka się dobrze sprzedaje, to warto pamiętać, że…

Wydanie książki nie uczyni cię milionerem.

Wydanie książki przyniesie ci dużo korzyści, ale większość z nich to korzyści niematerialne. Jeśli wydajesz książkę specjalistyczną, to jest to świetne posunięcie wizerunkowe, które podkreśli twój status eksperta. Jeśli jest to literatura piękna, to przede wszystkim masz możliwość dania upustu swojej wyobraźni i wyrażenia siebie. Jeśli piszesz poradnik, to możesz czerpać satysfakcję z tego, że będzie on chętnie czytany i wielu osobom poprawi jakość życia.

Oczywiście jak najbardziej można na wydaniu własnego dzieła zarobić, ale nie będą to kokosy – a przynajmniej nie na polskim rynku. Aby na książce zarobić miliony, musi stać się ona bestsellerem, i to raczej za granicą (najlepiej USA/UK). W Polsce takie historie się zdarzają, ale ich ceną jest sprzedanie własnej prywatności, najlepiej w pikantny lub szokujący sposób.

Podsumowując…

Pisanie książki wiąże się z dużą ilością pracy i frustracji – i koniecznością znalezienia złotego środka pomiędzy żmudnym dopracowywaniem książki w nieskończoność a gonitwą za deadlinem i wypuszczeniem niedopracowanego produktu.

Ale zapewniam – na końcu stwierdzisz, że i tak było warto :)

Ach, zapomniałabym… zachęcam Was do przeczytania mojej książki! Możecie ją znaleźć TUTAJ :)

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2016/02/Świat-surowców-książka-2.jpg" size="640"/]

7 thoughts on “Chcesz napisać własną książkę? Przeczytaj najpierw to.

  1. Idealnie trafiłaś tym tekstem – piszę książkę od jakiegoś czasu i przeżywam dokładnie to samo – walczę z rozpraszaczami, tłumacze znajomym, że nie mogę wyjść wieczorem, nawet zmieniłem biuro żeby mieć całodobowy spokój i miejsce do pełnego skupienia. Rzetelnie napisana książka to mega duże wyzwanie, nieporównywalne z tekstami dziennikarskimi. Ostatnio napisałem kawałek tego samego rozdziału 2 razy, ale inaczej, bo zapomniałem, że już to napisałem…

  2. Cześć,
    Wczoraj zamówiłem Twoją książkę. Czekam niecierpliwie na dostawę.
    Mam jeszcze pytanie. Jakie książki w temacie hedgingu i spekulacji na rynku zbóż i oleistych mogłabyś mi polecić? Pytam o literaturę anglojęzyczną, bo widzę, że na fotografii w tle Twojej książki się pojawia. Niestety ubolewam, że nie ma w zasadzie w polskiej literaturze wiele pozycji w tej tematyce.
    Pozdrawiam serdecznie

    • Akurat ta książka, która jest w tle zdjęcia, czyli “Merchants of Grain”, została napisana jeszcze w latach siedemdziesiątych i opisuje w dużej mierze rynek właśnie sprzed kilkudziesięciu lat (aczkolwiek od tego czasu nie zmieniło się aż tak wiele, jak można byłoby sądzić ;) ). Nie ma w niej także wiele na temat samych inwestycji na tym rynku, raczej jest opis tej branży. Ale później powstało jeszcze kilka pozycji typowo rynkowych, m.in. książki “Grain Trading” , “Day Trading Grain Futures” czy “Mastering the grain markets”.

  3. Witam, ja również chciałabym wydać własną książkę, zazdroszczę własnego wydawnictwa, ale jeśli ktoś nie ma takiej możliwości, co polecasz? Czy wydawnictwo self publishingowe jak rozpisani pl jest ok dla pierwszej powieści? Na co głównie zwracać uwagę, jakie zadawać pytania na początek?
    Z góry dziękuję :)

    • Na pewno z powieścią trzeba postępować inaczej niż z książką specjalistyczną, taką jak moja. U mnie grupa docelowa jest skoncentrowana, a u Ciebie z pewnością jest dużo szersza. A więc przede wszystkim proponuję porozmawiać z kilkoma wydawnictwami i zobaczyć, jakie mają wymagania i co proponują w zamian. Nie skupiałabym się za bardzo na pieniądzach – a przynajmniej nie na początku ;) Raczej warto się skupić na tym, jaki mamy kontakt z konkretnymi redaktorami i czy dane wydawnictwo ma pomysł na naszą książkę od strony techniczno-wizualnej i od strony marketingowej. W literaturze pięknej to właśnie promocja książki może okazać się kluczowa :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>