Ile kosztuje zbawienie?

Mówią, że droga do nieba jest kręta i wyboista. A gdyby tak zbawienie duszy można było sobie załatwić? Niektórzy próbują. Nad Gangesem handel duszami kwitnie od wielu lat.

Waranasi to trzymilionowe (czyli jak na indyjskie warunki – średnie) miasto w północno-wschodnich Indiach. Każdego roku przyjeżdżają tu rzesze turystów z całego świata, a także liczni mieszkańcy samych Indii.

O ile jednak ci pierwsi są tu głównie po to, aby zobaczyć rozsławiony wschód słońca nad Gangesem, o tyle ci drudzy przybywają w innym celu. Chcą się oczyścić z grzechów w świętej rzece.

A jeszcze lepiej – tu umrzeć.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/01/Waranasi-widok-z-łódki.jpg" size="640"/]

Waranasi.

Waranasi to najświętsze miasto dla wyznawców hinduizmu. Wierzą oni, że śmierć w tym mieście jest nie tylko zaszczytem, ale przede wszystkim – wyzwoleniem z ziemskiej udręki.

Według Hindusów, śmierć w Waranasi – mieście założonym przez boga Śiwę – pozwala doznać mokszy, a więc uwolnienia się od cyklu reinkarnacji, nieustannej wędrówki dusz. To właśnie dlatego Waranasi jest celem pielgrzymek ludzi starych, schorowanych, a także wdów (które po śmierci mężów stają się bezużyteczne i niewidzialne dla hinduskiego społeczeństwa). Ci ludzie przyjeżdżają do Waranasi, aby dosłownie czekać na śmierć, często utrzymując się jedynie z jałmużny.

Marzeniem każdego Hindusa jest bycie spalonym po śmierci właśnie tu, w Waranasi, na jednym z dwóch przeznaczonych do czynności krematoryjnych ghatów (kamiennych schodów prowadzących ku rzece). Jednak nie każdemu się to udaje – bo nie każdego na to stać. Do utworzenia stosu, na którym ma spłonąć zmarły, potrzeba bowiem około 300 kg drewna, umożliwiającego palenie się zwłok przez około 6 godzin. A drewno jest tutaj towarem rzadkim i bardzo drogim. Nawet dla osoby, która zarabia tu nieźle (jak na indyjskie warunki, oczywiście), zakup drewna może być wydatkiem o równowartości kilku pensji. Zdarza się więc, że biedniejsi Hindusi zastępują drewno wysuszonymi krowimi odchodami – lub też kupują tego drewna mniej, a niedopalone zwłoki wrzucają do Gangesu.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/01/Waranasi-ghat-kremacyjny.jpg" size="640"/]

Ghat Manikarnika – jeden z dwóch ghatów krematoryjnych.

A co z tymi, którzy mają pecha i nie uda im się umrzeć w Waranasi? A do tego zostali skremowani w innym mieście? Okazuje się, że dla nich też jest nadzieja.

Wzdłuż brzegu Gangesu poustawiane są bowiem stoiska, odznaczające się charakterystycznymi parasolami. To miejsca, gdzie kapłani oferują swoje “duchowe porady”. To także miejsca, do których można przynieść prochy swoich zmarłych bliskich i załatwić im większe szanse na zbawienie. Za opłatą, oczywiście. Modlitwa kapłana i rozrzucenie prochów w Gangesie jest swoistym ubezpieczeniem przed reinkarnacją. Wprawdzie gwarancji wyrwania się zmarłego z wędrówki dusz w tym wypadku nie ma, ale jego szanse się zwiększają.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/01/Waranasi-stoiska.jpg" size="640"/]

Liczne stoiska kapłanów nad Gangesem.

Gdy myślę o tych straganach, przypomina mi się cytat ze świetnej książki Pauliny Wilk “Lalki w ogniu”:

Można sobie wyobrazić Indie bez pałaców Radźastanu, pomników Indiry Gandhi, nawet bez krów, słoni i tygrysów, ale nie bez straganów. Jeśli w czymś Hindusi są niezrównani, to właśnie w handlu.

No właśnie. To prawda, że w Indiach na każdym kroku są stragany, a Hindusi handlują wszystkim i wszędzie, traktując przy tym turystów jak chodzące skarbonki. Wszelkie usługi religijno-duchowe nie są wyjątkiem. Wręcz przeciwnie – Hindusi potrafią z nich zrobić intratny biznes. W wielu indyjskich miastach turyści są wręcz atakowani przez mniej lub bardziej wiarygodnych kapłanów, którzy oferują np. usługę modlitwy za rodzinę. Opłata nie jest niska – no bo przecież żaden turysta nie pożałuje pieniędzy na swoją rodzinę… Płatność gotówką. A jeśli nie masz wystarczająco dużo gotówki, to kapłan wskaże Ci najbliższy bankomat.

Na początku mojego pobytu w Indiach, ta hinduska tendencja do ubicia handelku za wszelką cenę bardzo mnie irytowała. Jednak później zdążyłam się do tego przyzwyczaić – ot, taka jest specyfika tego kraju. W Waranasi ze zdumieniem stwierdziłam, że stragany z prochami zmarłych nad brzegami Gangesu całkiem dobrze wpisywały się w atmosferę tego hałaśliwego miejsca.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/01/Waranasi-parasole.jpg" size="640"/]

“Uduchowione” stoiska pod parasolami.

W całym tym zgiełku na ghatach zabrakło mi jednak tego, z czego to miasto słynie – atmosfery uduchowienia. Hałas, brud, leżące na ghatach krowy, biegające naokoło psy, kozy i małpy, obwieszeni tandetnym towarem nagabywacze, a do tego wspomniany handel ludzkimi prochami – to wszystko obdzierało to miejsce z jakiejkolwiek intymności. Na ghatach w Waranasi naprawdę potrzebne jest dużo determinacji, aby odnaleźć w tym wszystkim mistycyzm.

Jednak tym, którzy uczestniczyli tu w kremacji swoich bliskich, jakoś to się udawało. Przy palących się stosach stali lub siedzieli w skupieniu mężczyźni (tak, tylko mężczyźni – kobiety są uważane za zbyt emocjonalne, a jakakolwiek łza uroniona przy stosie przekreśla szanse zmarłego na wyrwanie się z cyklu reinkarnacji i trafienie prosto do nieba). I to ten ich spokój pośrodku chaosu zrobił na mnie wrażenie.

I jeszcze jedno: przeplatanie się życia ze śmiercią, które jest tu czymś naturalnym. W otoczeniu niedopalonych fragmentów ciał bawią się dzieci, śmieją się turyści, a pracownicy hoteli robią pranie. Ten kontrast przyprawia o gęsią skórkę. Być może to jest właśnie ten mistycyzm.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/01/Waranasi-o-świcie-2.jpg" size="640"/]

Waranasi o świcie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>