Jak wygląda codzienne życie we Frankfurcie i Barcelonie? (wywiad)

O czym będzie ten wywiad? O tym, że Niemcy są w tyle za Polską pod względem równouprawnienia kobiet. O tym, że niechęć Niemców do Polaków ma miejsce głównie w umysłach Polaków. O tym, że w Barcelonie obietnica niewiele znaczy. O tym, że młodzi Polacy mają odwagę, aby zdobywać świat. I nie tylko…

Olę poznaliście już przy okazji naszej poprzedniej rozmowy opublikowanej na D-TOUR, dotyczącej podróżowania. Jeśli ją przegapiliście, to możecie ją przeczytać TUTAJ.

Tym razem nie będzie o podróżach, a o jak najbardziej stacjonarnym życiu w dwóch różnych miastach. Ola kilka lat pracowała w dużym niemieckim banku we Frankfurcie, a w tym roku w ramach tej samej pracy przeprowadziła się do Barcelony. Jak się pracuje w tych dwóch krajach – i jak wygląda tam życie na co dzień? Tego właśnie dotyczyć będzie poniższa rozmowa.

Miłego czytania!

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/08/Frankfurt-view.jpg" size="640"/]

Frankfurt nad Menem.

Dorota: Dlaczego zdecydowałaś się na wyjazd do Niemiec?

Ola: Tak naprawdę wcale tego nie planowałam – po prostu tak wyszło. Jednym z kierunków na poziomie magisterskim, który ukończyłam był międzynarodowy program CEMS (Master in International Management). W jego ramach musiałam odbyć praktykę zagraniczną poza krajem zdawania matury, studiów licencjackich i magisterskich. Pomysł odbycia praktyk w Niemczech dobrze się wkomponowywał w te kryteria. Aplikowałam więc na różne pozycje w różnych krajach i dostałam się do Deutsche Banku we Frankfurcie. Zamysł był taki, że zostanę tam 10 tygodni, czyli tyle, ile trwa praktyka.

D: Ale zostałaś dłużej…

O: Podczas odbywania praktyk mój ówczesny szef zarekomendował moją kandydaturę na graduate program, który jest programem rozwojowym dla absolwentów wyższych uczelni. Ponieważ kończyłam już studia, to postanowiłam spróbować. Nie ograniczałam się jednak do jednej firmy i szukałam ciekawych ofert pracy w całej Europie. Tak się jednak złożyło, że Deutsche Bank miał wówczas najatrakcyjniejszą ofertę, a dodatkowym atutem był fakt, że Frankfurt spodobał mi się jako miejsce do życia. Ponadto Frankfurt to ważne centrum finansowe Europy, a ja chciałam rozwijać karierę w bankowości.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/08/Aleksandra-Krajewska-2.jpg" size="640"/]

Ola Krajewska.

D: Ile kosztuje życie we Frankfurcie? Co jest tańsze, a co droższe niż w Polsce?

O: Średnio ujmując, życie we Frankfurcie jest o ok. 20% droższe niż życie w Warszawie. Na pewno droższy jest wynajem mieszkania (ceny kawalerek zaczynają się od ok. 500 EUR miesięcznie) i komunikacja miejska (4 razy droższa niż w Warszawie – 80 EUR za miesiąc, aczkolwiek wielu pracodawców dofinansowuje bilet na dojazdy do pracy). Natomiast cała reszta nie jest wyraźnie droższa niż w Polsce – ceny produktów spożywczych są tylko minimalnie wyższe, chemia gospodarcza jest tańsza, a reszta, na przykład ubrania, bilety lotnicze, sport, rozrywka, są w tych samych cenach co w Warszawie.

D: Przy niemieckich zarobkach życie we Frankfurcie jest więc tańsze niż w Warszawie?

O: Jeśli się spojrzy relatywnie, to tak.

D: Jakie są największe plusy pracy i życia w Niemczech?

O: Jednym z największych plusów jest bezpieczeństwo socjalne (co wiąże się z wysokimi podatkami, ale do tego jeszcze wrócę). W wypadku utraty pracy jest się bardziej chronionym przez państwo i przez 2 lata otrzymuje się 80% ostatniego wynagrodzenia. To pozwala nie wpaść w szok po utracie pracy i spokojne szukać nowej, zgodnej z kwalifikacjami.

Podobnie jest z bezpieczeństwem pracy po urodzeniu dziecka. W Niemczech kobiety nie boją się, że po urlopie macierzyńskim otrzymają wypowiedzenie. Z drugiej strony często przebywając na urlopie wnioskują o możliwość pracy przez 1-2 dni z domu, aby być na bieżąco ze sprawami firmy. To pozwala im zajmować się dzieckiem przez większość czasu w tygodniu, ale jednocześnie nie wypaść z obiegu w pracy. Sądzę jednak, że akurat pod tym względem prawo w Niemczech i w Polsce jest podobne – po prostu mentalność ludzi jest inna.

Dużym atutem życia w Niemczech jest lepsza i lepiej finansowana opieka zdrowotna. W przypadku ciężkiej choroby nie trzeba się martwić o finanse ani o jakość opieki. Pozytywne jest też to, że każdy, niezależnie od dochodów, dostaje świadczenie na dziecko.

Moim zdaniem owe bezpieczeństwo socjalne przekłada się na lepsze relacje międzyludzkie. Ludzie mniej ze sobą rywalizują, a więcej współpracują; innych członków zespołu nie traktuje się jak potencjalnych konkurentów. My w pracy nie zazdrościmy sobie nawzajem awansów, ale się wspieramy, każdy też wykonuje swoje zadania współpracując ściśle z innymi.

W Niemczech lepiej szanowane są też prawa pracownicze. Nigdy nie zdarzyła mi się odmowa urlopu czy odbioru przepracowanych nadgodzin. W firmach aktywnie działają także rady pracownicze, do których obowiązków należy m.in. dbałość o to, żeby co rok pensje rosły przynajmniej o wskaźnik inflacji, interwencje w wypadku podejrzenia łamania pracy, a także pomoc pracownikom w kwestiach spornych.

D: Jakie są minusy pracy i życia w Niemczech?

O: Z punktu widzenia jednostki, na pewno dużym minusem są wysokie podatki – włącznie ze składkami to ok. 40% pensji. Z drugiej jednak strony lepiej widać, na co te podatki są przeznaczane.

Tym, co zawsze było dla mnie trudne w Niemczech, to prawo zabraniające handlu w niedziele i święta. Po wyprowadzce z Polski nie było łatwo dostosować się do kuriozalnych godzin otwarcia sklepów. Większość punktów usługowych (np. pralni, banków) jest bowiem czynnych w dni robocze od 10 do 18, a w soboty są albo zamknięte, albo otwarte tylko od 9 do 12. W związku z tym, przez kilka lat mieszkania w Niemczech, ani razu (!) nie byłam w żadnym sklepiku w okolicach mojego miejsca zamieszkania. Po prostu nie było szans, abym do nich zdążyła, pracując na co dzień do godziny 18. Nie lepiej sprawa wygląda też z galeriami handlowymi – te są otwarte do 20, a więc też nie ma czasu na dłuższe zakupy. Na szczęście po jakimś czasie znalazłam pojedyncze sklepy spożywcze otwarte przynajmniej do 22 i to tam na ogół robiłam zakupy.

Kolejnym minusem mieszkania w Niemczech jest mniejsza liczba wydarzeń kulturalnych niż np. w Warszawie, a na pewno problem ten dotyczy Frankfurtu. Oczywiście odbywają się festiwale i inne wydarzenia, ale nie ma takiego ich bogactwa jak w Warszawie… Jest mniej teatrów i kin, a wszystkie filmy są zdubbingowane po niemiecku. Być może w Berlinie czy Monachium dzieje się więcej, ale w pozostałych miastach oferta kulturalna nie jest zadowalająca.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/08/Frankfurt-street-shop.jpg" size="640"/]

Na ulicach Frankfurtu.

D: Czy sami Niemcy nie narzekają na niedostosowane do rynku pracy godzin otwarcia sklepów? Jak sobie organizują dzień?

O: To, że sklepy są otwarte w kuriozalnych dla mnie godzinach wiąże się z faktem, że w Niemczech tzw. „tradycyjny” model rodziny wciąż istnieje. Często kobiety po ślubie albo po narodzinach dziecka zostają w domu, tym samym mając czas na zakupy w takich właśnie godzinach. W wielu wypadkach taki podział obowiązków jest konsekwencją historyczną, ale nawet współcześnie jest to opłacalne z uwagi na konstrukcję systemu podatkowego. Wpływa to negatywnie na równouprawnienie kobiet, które na rynku niemieckim jest zdecydowanie mniejsze niż w Polsce. Część młodych Niemek, a zwłaszcza młodych Niemców nie ma z tym problemu, bo znacząca część pokolenia obecnych 20-30-latków była wychowywana w rodzinach, w których matka nie pracowała. Model „Kinder, Küche, Kirche” (niem. dzieci, kuchnia, kościół) nadal jest dość popularny zwłaszcza w zachodnich Niemczech, część wschodnia Niemiec jest w tej kwestii bardziej postępowa.

Obecnie niemieccy politycy starają się zmienić ten model z uwagi na brak wykwalifikowanej siły roboczej. Nie jest to jednak łatwe, ponieważ brakuje zarówno żłobków, jak i przedszkoli. Kolejną kwestią przemawiającą za pozostaniem kobiet w domu jest organizacja zajęć w szkołach. Trwają one codziennie od 8 do 13, potem dorosły opiekun powinien odebrać dziecko. Jako że usługi opiekunek są dość drogie, często rolę tą spełniają niepracujące mamy. Wciąż pożądane są w Niemczech szkoły całodniowe – tych jednak wyraźnie brakuje. Ponadto społeczeństwo niemieckie ma mentalny opór w kwestii przekazywania dzieci na dłużej do publicznych placówek z uwagi na złe wspomnienia z czasów poprzedzających drugą wojnę światową. Reasumując, z jednej strony rząd niemiecki chciałby widzieć jak najwięcej kobiet na rynku pracy, ale z drugiej, rodziny mają duże problemy z pogodzeniem opieki nad dziećmi i pracy.

D: Jaki jest obecny stosunek Niemców do Polaków? Czy stereotypy o wzajemnej niechęci są prawdziwe?

O: Osobiście nie przypominam sobie ani jednej nieprzyjemnej sytuacji wynikającej z faktu, że jestem Polką, a przecież w trakcie moich 5 lat mieszkania w Niemczech chodziłam do urzędów, lekarzy, do znajomych w odwiedziny, na wesela i nigdy nie zauważyłam żadnej niechęci z racji mojego pochodzenia. Być może pomaga mi fakt, że mówię biegle po niemiecku, ale nie przywiązywałabym do tego aż tak wielkiego znaczenia.

Czasami uważam, że jest wręcz przeciwnie – Niemcy zaczęli zauważać, że Polska się szybko rozwija, jest innowacyjna, ciekawa pod względem turystycznym i to budzi ich zainteresowanie. Coraz częściej jeżdżą na wakacje do Polski lub pytają mnie o polskie innowacje, które moglibyśmy przenieść na tutejszy grunt. W mojej firmie pracuje też wielu Polaków. Nie chcę generalizować, bo domyślam się, że ludzie z wyższym wykształceniem mogą mieć inne doświadczenia niż ci wykonujący pracę fizyczną. Często jednak mam wrażenie, że niechęć Niemców do Polaków ma miejsce głównie w umysłach Polaków – wielu z nich, zwłaszcza ze starszych pokoleń, ma kompleksy. Młodzi Polacy tych kompleksów już w ogóle nie mają i nie mają powodów, żeby je mieć. Z moich obserwacji wynika, że są świetnie wykształceni, znają języki obce, wiedzą sporo o świecie i mają odwagę go zdobywać.

Większość negatywnych opinii dotyczących relacji polsko-niemieckich czytam w polskich mediach. Tymczasem Niemcy są krajem różnorodnym, jest tam sporo nacji i mało kto zwraca szczególną uwagę na to, że ktoś jest akurat z Polski, zwłaszcza że nasz kraj jest dużo bliższy kulturowo Niemcom niż np. kraje Bliskiego Wschodu czy Afryki.

D: Jak Twoim zdaniem można scharakteryzować obecnych niemieckich dwudziesto- i trzydziestoparolatków pod kątem ich życia zawodowego? To raczej ambitni karierowicze czy zblazowane dzieci prosperity?

O: Nie da się uogólnić, tak samo jak nie można scharakteryzować jednoznacznie młodych Polaków. Zauważyłam jednak, że wśród Niemców granica podejmowania decyzji o tzw. stabilizacji jest przesunięta o minimum 5 lat w stosunku do Polaków. Polacy zaczynają myśleć o pierwszej pracy pod koniec studiów, czyli w wieku 24-25 lat, zaś wielu Niemców jeszcze wtedy studiuje i pierwszą pracę podejmuje dopiero około trzydziestki. Niemcy mają bardziej elastyczne podejście do studiowania – 7-8 lat studiów nie jest tu rzadkością. Często jednak ciekawie wykorzystują ten czas, np. odbywają gap year i albo podróżują po świecie albo pracują w jakiejś niemieckiej firmie w Chinach, ucząc się dzięki temu chińskiego. Ich długie studia to w wielu przypadkach nie są stracone lata.

W pracy Niemcy starają się jak najlepiej wykonywać swoje zadania, ale dbają także o work-life balance. Swoją karierę postrzegają przez pryzmat ważnych dla nich wartości i indywidualnych ambicji – nie włączają się ślepo w wyścig szczurów, a spora część z nich na jakimś etapie kariery zawodowej nie walczy o wyższe stanowisko, bo satysfakcjonuje ich bycie specjalistą. Racjonalnie podchodzą do pracy, nie walczą o wyższe bonusy kosztem niszczenia atmosfery w grupie. Karierowicz dążący po trupach do celu w niemieckiej firmie rzadko się odnajduje.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/08/Frankfurt-Deutsche-Bank.jpg" size="640"/]

Na ulicach Frankfurtu. Nad kamienicami góruje siedziba Deutsche Bank.

Zblazowane dzieci prosperity na pewno w Niemczech istnieją, ale ja nie miałam okazji ich spotkać. Znam kilka osób pochodzących z bogatych rodzin, wszystkie jednak ambitnie studiują na najlepszych uczelniach świata, a prace podejmują już w trakcie studiów.

Patrząc na Niemców od strony osobistej zauważa się też, że w Niemczech przed 30-tką mało kto myśli o małżeństwie. O ile w Polsce niektóre osoby już po studiach czują związaną z tym presję, o tyle niemiecki trzydziestolatek zapytany, kiedy weźmie ślub, będzie bardzo zdziwiony, że takie pytanie w ogóle padło.

D: Jak wyglądają relacje międzyludzkie i życie towarzyskie w Niemczech w porównaniu do Polski?

O: Na pewno dokonałabym tu rozdziału na sferę zawodową i prywatną. Tak jak wcześniej wspomniałam, atmosfera w pracy jest miła, nie ma bezpośredniej krytyki, ludzie pomagają sobie nawzajem. Jest też duża otwartość na pytania, włącznie ze swoim szefem. Niemcy nie tolerują autorytarnego stylu zarządzania – wolą odejść niż pracować na własny zawał serca. W pracy ludzie się socjalizują, chodzą razem na lunche, kawę, przynoszą torty na urodziny, itp.

Jeśli chodzi o życie prywatne, to jest trochę inaczej. Polacy o ciepłym, otwartym usposobieniu mogą mieć pewien problem z przyzwyczajeniem się do niemieckiego braku spontaniczności w relacjach międzyludzkich. Tu się nie wpada tak po prostu do kogoś do domu na kawę i plotki. Na spotkanie w czyimś domu trzeba się wcześniej umówić (na ogół z wyprzedzeniem wynoszącym 4-5 tygodni). Poza tym, w Niemczech domówki to rzadkość – na ogół imprezy urządza się w restauracji, nie w domu.

Chociaż Niemcy są mało spontaniczni, ma to też pewne plusy – ich relacje z innymi są bardzo trwałe. Jeśli jesteś z kimś na takim etapie znajomości, że odwiedzacie się nawzajem w domach, to na taką osobę można liczyć w każdej sytuacji. Poza tym, jeśli Niemiec ci coś obieca, to daną rzecz na 100% zrobi.

Obecnie w Hiszpanii przeszkadza mi właśnie to, że tu jest dokładnie na odwrót – Hiszpanie z natury chcą Ci pomóc i wiele obiecują, ale wielu nie dotrzymuje słowa.

D: Skoro już jesteśmy przy Hiszpanii – czy dostrzegasz różnice między kulturą korporacyjną w Niemczech i w Hiszpanii? W końcu w Barcelonie pracujesz w tym samym banku.

O: O ile na poziomie życia społecznego dostrzegam duże różnice, o tyle na poziomie życia korporacyjnego już nie. Może to jednak wynikać z faktu, że pracuję w tej samej firmie, gdzie obracam się w międzynarodowym zespole.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/08/Barcelona-palms.jpg" size="640"/]

Barcelona.

D: A czy popołudniowe sjesty i długie lunche to tylko stereotyp, czy faktycznie praca w Hiszpanii pozwala na spory luz?

O: Na pewno występują tu typowo hiszpańskie niuanse. W Hiszpanii lunche są długie – tu absolutnym minimum jest godzina-półtorej godziny, bo obiad to pierwsze danie, drugie danie, deser, wino. Sjesty w pracy biurowej nie ma – wiem, że występuje w pracach na roli, ale przy panujących tu w lecie temperaturach jest to akurat zrozumiałe.

Hiszpanie robią sobie w ogóle sporo przerw na jedzenie, ale przez to wydłuża im się dzień pracy. Na ogół przychodzą do pracy o 8.00-8.30, pracują 2 godziny, o 10.30 jest drugie śniadanie, potem pracuje się do 14.00, do lunchu. Około 15.30 Hiszpanie wracają do firmy i pracują do 19.00-20.00. I tak jest od poniedziałku do czwartku. Z kolei w piątek przychodzi się do pracy na godzinę 8.00, pracuje non-stop do 14.00 i rozpoczyna weekend. W piątek po 15.00 nie da się już raczej nic załatwić.

Hiszpanie są też bardzo często spóźnieni na wszelkie spotkania – 15 minut to standard. Poza tym ciężko jest utrzymać spotkanie w ryzach – jeśli jest zaplanowane na godzinę, to równie dobrze może trwać 3 godziny…

Kolejnym niuansem jest tu podejmowanie decyzji. Przed postanowieniem czegokolwiek zawsze musi się odbyć narada – decyzje są podejmowane kolektywnie.

D: Ile kosztuje życie w Barcelonie? Co jest tam relatywnie droższe, a co tańsze w porównaniu z Polską?

O: W mojej opinii Barcelona to podobnie jak Frankfurt – 120% warszawskiego poziomu cen. Drogi jest wynajem mieszkań – droższy niż we Frankfurcie. Komunikacja miejska też jest droższa niż w Warszawie, natomiast cała reszta wychodzi porównywalnie – żywność, ubrania, sport… W przypadku tego ostatniego wynika to także z faktu, że wiele aktywności odbywa się na świeżym powietrzu bez konieczności budowy zadaszonej infrastruktury.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/08/Barcelona.jpg" size="640"/]

Barcelona.

D: Jak wielu Polaków zauważasz na wysokich stanowiskach w Zachodniej Europie? Czy widać jakieś tendencje?

O: Widzę sporo takich osób, głównie na poziomie wyższych stanowisk kierowniczych, niekoniecznie w zarządach firm. Wybór do zarządu jest już jednak często kwestią polityczną i narodowość może mieć tu znaczenie. Natomiast w przypadku senior managerów nacja nie ma znaczenia, tylko kompetencje, doświadczenie i osiągnięcia. Polacy awansują więc jak każda inna nacja, chociaż trzeba przyznać, że ta tendencja zaczęła się relatywnie niedawno.

D: Co doradziłabyś osobom, które chciałyby rozwijać karierę poza granicami Polski?

O: Jeżeli ktoś tak jak ja chce dostać swoją pierwszą pracę za granicą, to na pewno powinien zgromadzić doświadczenie międzynarodowe już w trakcie studiów. Osoba, która spędziła 5 lat w jednym mieście w Polsce tylko studiując, a następnie aplikuje do pracy za granicą, może mieć problemy. Po pierwsze dlatego, że kompetencje językowe najczęściej pozostają czysto teoretyczne, a po drugie dlatego, że zespoły w pracy są często międzynarodowe i osoby z doświadczeniami za granicą się lepiej w nich odnajdują. Dodatkowo, warto znać też inny język niż angielski – ten znają już wszystkie osoby aplikujące o ciekawe stanowiska. Drugi język często czyni cuda.

Mitem natomiast jest to, że trzeba studiować za granicą. Dobre polskie uczelnie są rozpoznawane w Unii Europejskiej – a przynajmniej mogę to potwierdzić w przypadku SGH. Absolwenci tej uczelni nie mają problemów na europejskim rynku pracy.

Co ciekawe – absolwenci wyjeżdżający do pierwszej pracy za granicę muszą często spełnić dużo wyższe wymagania niż specjaliści. Jeśli jest się specjalistą z 5-10-letnim doświadczeniem w Polsce w obszarze potrzebnym za granicą, to pracodawca jest skłonny przymknąć oko na słabszą uczelnię, brak doświadczenia międzynarodowego czy też znajomość jedynie języka angielskiego.

D: Czy rozważasz powrót do Polski? Co skłoniłoby Cię do powrotu?

O: Na pewno go nie wykluczam. Na co dzień się nad tym nie zastanawiam – gdyby było mi za granicą źle, to już bym dawno wróciła…

Myślę, że do powrotu skłoniłaby mnie dobra praca, najlepiej w jakiejś polskiej firmie, która ceni kandydatów z międzynarodowym doświadczeniem, znających języki obce i chce podbijać nowe rynki. W Polsce wolałabym pracować w polskiej firmie, bo wtedy ma się większy wpływ na biznes na poziomie strategii.

Na pewno chciałabym mieszkać w Polsce, gdybym miała dzieci w wieku szkolnym – by mogły one chodzić do polskiej szkoły, poznać polską historię, geografię i kulturę. Poza tym sądzę, że polski system edukacji jest na dobrym poziomie.

I w końcu – lubię Warszawę, uważam, że sporo się tu dzieje, można robić wiele ciekawych rzeczy. W Warszawie po prostu dobrze się żyje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>