Mroczna motywacja

Chcesz mieć szczęśliwe życie? To częściej myśl o śmierci. To nie żart. Badania naukowe potwierdzają, że myślenie o własnej śmierci jest jednym z najskuteczniejszych impulsów, motywujących nas do ogarnięcia się w życiu.

Na pewno znacie takie historie. Ktoś przeżył poważny wypadek i zmienił swoje życie o 180 stopni. Ktoś pokonał nowotwór lub przeżył zawał i w konsekwencji rzucił korpo, założył niewielką firmę swoich marzeń, doceniając proste życie w gronie najbliższych. Tego typu opowieści nie bez przyczyny bywają do siebie bardzo podobne. Gdy wyrywamy się szponom śmierci, zaczynamy patrzeć na życie zupełnie inaczej. Dlaczego? Bo wtedy koniec naszego życia nagle przestaje być dla nas jakąś odległą, nierealną ideą, a staje się czymś namacalnym.

Większość osób, które doświadczają bliskości śmierci, oceniają to doświadczenie pozytywnie, jako pierwszy krok do “prawdziwego życia”. Ale w społeczeństwie ci ludzie są w mniejszości. Większość z nas nigdy nie przeżyła i nie przeżyje traumy na tyle dużej, by zmienić diametralnie – i długoterminowo – swoje życie.

Początek listopada to dobry okres na to, żeby porywać się na takie refleksje. Większość z nas chodzi wtedy po cmentarzach, więc trudno uciec od myślenia o rzeczach ostatecznych. Ja zawsze wybieram się na cmentarz w Zaduszki – 2 listopada. Nie zawsze mam wtedy możliwość bycia przy grobach swoich najbliższych, więc często po prostu wybieram się po pracy na któryś z warszawskich cmentarzy. Nieważne, że zimno, ciemno, pada i wieje. Ważne, że tego dnia na cmentarzach nie ma już pierwszolistopadowych tłumów, więc można trochę pobyć w ciszy samemu ze sobą. Jest upiornie i magicznie zarazem.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2016/11/Powązki-Wojskowe-znicze-e1478684251359.jpg" size="640"/]

Znicze na Powązkach Wojskowych.

Te spacery są mi potrzebne, bo to właśnie podczas nich nabieram dystansu do tego, co się wokół mnie dzieje i tego, co ja sama robię. Mijając mniej i bardziej rozświetlone groby, czytam imiona i nazwiska osób, które kiedyś były dla kogoś ważne, być może kiedyś brylowały w swoim towarzystwie, a dziś dla większości mijających są jedynie ciągiem liter bez twarzy. Świadomość, że ja i każdy, kogo znam, będzie kiedyś tylko takim wspomnieniem, wzbudza we mnie dreszcze, ale też i pewnego rodzaju natchnienie. Po takim spacerze czuję przemożną chęć do działania, bo tylko działanie i to, co nim osiągniemy, jest w stanie uczynić nas w pewnym kontekście nieśmiertelnymi.

Taka motywacja w moim przypadku sprawdza się świetnie i – jeśli wierzyć badaniom naukowców – nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ akceptacja własnej tymczasowości to najsilniejszy bodziec do życia według własnych zasad. Oczywiście, każdy z nas ma różne źródła motywacji – niektórych gna do przodu motywacja pozytywna (“jak schudnę 10 kilo, to będę wyglądać obłędnie w tej czerwonej sukience”, “jak zdam ten egzamin, to zdobędę pracę marzeń”, itp.), a innych motywacja negatywna (“muszę schudnąć 10 kilo, bo spasłam się jak świnia”, “jak nie zdam tego egzaminu, to stracę kasę, a dodatkowo nie będę miał(a) szans na dobrą pracę”, itp.). Ale gdy faktycznie schudniemy te 10 kilo i zdamy ten egzamin, po czym zdobędziemy zatrudnienie w firmie marzeń, nasza motywacja do dalszych działań szybko się rozpływa. Wtedy potrzebujemy nowych intensywnych bodźców, które popychałyby nas do przodu – a te rzadko przychodzą same. Jeśli ich nie mamy, zaczynamy osiadać na laurach. I nawet jeśli żyjemy wygodnie, to marazm i brak kierunku czynią nas nieszczęśliwymi. Perspektywa śmierci może być na to lekarstwem.

Richard Wiseman, autor znanej książki “59 sekund”, przekonuje, że można w prosty sposób uniknąć pułapki życiowej bezcelowości, wybiegając myślami w przyszłość, do czasu… naszego pogrzebu. Doradza on, aby co jakiś czas wyobrazić sobie to wydarzenie i ludzi, którzy stoją wokół naszej trumny. O czym oni rozmawiają? Jak nas opisują, co mówią o naszym życiu? I, na koniec, czy podoba nam się to, co słyszymy? Jeśli nie, to co innego chcielibyśmy z ich ust usłyszeć? Nie musi to być wcale nic nadzwyczajnego – nie każdy z nas poleci w kosmos czy odkryje lekarstwo na raka. Ale bardziej chodzi o to, aby się kiedyś nie zdziwić, że nasze życie potoczyło się inaczej, niż to sobie wyobrażaliśmy.

Niektórym powyższe ćwiczenie może wydawać się głupie i upiorne, ale najważniejsze, że ono działa (a skoro coś działa, to nie jest głupie, prawda?). Chociaż może się wydawać, że szczęśliwi ludzie o śmierci nie myślą na co dzień, to – wbrew pozorom – uciekanie w popłochu od myślenia o rzeczach ostatecznych wcale nie czyni nas radośniejszymi. Wręcz przeciwnie – sprawia ono, że zamiast patrzeć na życie przekrojowo, przejmujemy się drobnostkami: tym, że telefon nam się popsuł, że sprzedawczyni w sklepie była niemiła, że nie zdążyliśmy na autobus. Tymczasem przy tego typu błahostkach powinniśmy raczej przyjąć taką postawę:

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2016/11/chrzanić-wszystko.jpg" size="640"/]

… a potem się ogarnąć, naprawić co trzeba i przejść nad tym do porządku dziennego.

Jestem przekonana, że okazjonalne myślenie o śmierci jest jedną z przyczyn, dla których jestem niepoprawną optymistką. I że pozwala mi ono lepiej podejmować decyzje. Zresztą, świetnie ujął to Steve Jobs w swojej słynnej przemowie na Uniwersytecie Stanforda, kiedy to opisywał, jak zdiagnozowanie u niego raka zmieniło sposób jego patrzenia na życie:

“Świadomość tego, że pewnego dnia będę martwy jest jednym z najważniejszych narzędzi, jakie pomogły mi w podjęciu największych decyzji mojego życia. Prawie wszystko – zewnętrzne oczekiwania wobec ciebie, duma, strach przed wstydem lub porażką – wszystkie te rzeczy są niczym wobec śmierci. Tylko życie jest naprawdę ważne. Pamiętanie o tym, że kiedyś umrzesz jest najlepszym sposobem jaki znam na uniknięcie myślenia o tym, że masz cokolwiek do stracenia. Już teraz jesteś nagi. Nie ma powodu, dla którego nie powinieneś żyć tak, jak nakazuje ci serce.”

…i dalej:

“Wasz czas jest ograniczony, więc nie marnujcie go, żyjąc cudzym życiem. Nie wpadajcie w pułapkę dogmatów, żyjąc poglądami innych ludzi. Nie pozwólcie, żeby hałas cudzych opinii zagłuszył wasz własny wewnętrzny głos. I najważniejsze – miejcie odwagę kierować się sercem i intuicją.”

(Nota bene, całą przemowę w całości zamieściłam w jednym z portugalskich wpisów.)

Przemowa zmarłego już szefa Apple stała się kultowa, bo zawiera prostą, ale ważną zasadę: patrz na życie z odpowiedniej, szerokiej perspektywy. Tymczasem większość z nas nie czyni dalekosiężnych planów i żyje tak, jakby nasze życie miało się dopiero zacząć, jakby w przyszłości miało być pięknie, ale jeszcze nie teraz, bo teraz musimy zrobić to i tamto. Żyjemy w świecie słów “kiedyś” i “jak tylko”. Tymczasem, niezależnie od naszego wieku, zawsze jest później niż nam się wydaje.

Tylko gdy akceptujemy fakt, że nasze życie ma jakiś, nomen omen, deadline (i nie wiemy, kiedy on wypadnie), jesteśmy w stanie nie tylko prawdziwie cieszyć się codziennością, ale też wyznaczać sobie dalekosiężne cele w oparciu o nasze pasje i marzenia. Dopiero wtedy umiemy wytrwalej walczyć o to, co jest dla nas istotne, odważniej podejmować decyzje i nie użalać się nad sobą, jak coś pójdzie nie tak. A czasem też zabawić się tak, jak gdyby tego jutra faktycznie miało nie być.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2016/11/jesteś-tu.jpg" size="640"/]

Patrz na życie z odpowiedniej perspektywy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>