Nowy Jork na co dzień (wywiad)

Jak wygląda codzienne życie w Nowym Jorku? Czy faktycznie jest tam koszmarnie drogo? Czy łatwo się odnaleźć na tamtejszym rynku pracy? O to (i nie tylko) spytałam Agę i Michała, którzy od kilku miesięcy mieszkają na Manhattanie.

Mój wyjazd do Nowego Jorku zbliża się wielkimi krokami. Zanim jednak opublikuję moją (zapewne niejedną) relację z tego miasta, zachęcam was do przeczytania ciekawego wywiadu.

Jego bohaterami są Agnieszka i Michał. Zawodowo – finansistka i architekt. Prywatnie – młode małżeństwo z dwójką dzieci, a dla mnie serdeczni przyjaciele od dobrych paru lat.

W listopadzie ubiegłego roku Aga i Michał zdecydowali się na “skok za ocean” – przenieśli się na stałe do Nowego Jorku. Jakie są ich spostrzeżenia po kilku miesiącach mieszkania na Manhattanie? O tym przeczytacie w poniższej rozmowie. Będzie i zaskakująco, i inspirująco :)

A oto wywiad:

1. Kiedy podjęliście ostateczną decyzję, że wyjedziecie do Nowego Jorku i tam będziecie układać sobie życie?

Aga: Od dawna moim marzeniem było, aby zamieszkać na stałe w Nowym Jorku. Od 2010 roku pracowałam w UBS z zespołem w Nowym Jorku i nasza współpraca układała się bardzo dobrze. Rozmowy na temat potencjalnego przeniesienia zaczęły się już na początku 2014 r., jednak dopiero w sierpniu ub.r. dostałam ofertę przeniesienia się na stałe do biura UBS w NYC. Do dziś nie mogę w to uwierzyć, że naprawdę się udało i mieszkamy w Nowym Jorku.

Michał: Ta decyzja chyba od zawsze nad nami wisiała. Znając zamiłowanie Agi do Stanów, liczyłem się z tym, że kiedyś możemy wyjechać. Długo było to tylko marzenie Agi. Gdy pojawiła się okazja, by je zrealizować, chyba nie miałem wyjścia ;)

2. Co Was przekonało do tak dalekiej przeprowadzki?

Aga: Jakbym miała podać jedną cechę, którą lubię najbardziej w NYC, to jest to poczucie, że tu naprawdę można osiągnąć wszystko. Ludzie są tu pozytywnie nastawieni i mają niesamowitą pasję w realizowaniu swoich marzeń.

Z zawodu jestem analitykiem rynku akcji, więc na pewno dużą motywacją była też możliwość pracowania w mojej branży na jednym z największych rynków kapitałowych na świecie.

Michał: Po pierwsze, miłość do Agi. Nie mógłbym jej tego zrobić i powiedzieć, że nie zgadzam się na wyjazd. Jej szczęście jest u mnie wysoko na liście priorytetów. Wiem, jak to brzmi, ale to prawda. Poza tym coś, o czym Aga już wspomniała- tutaj sky is the limit. Zupełnie niesamowite możliwości, jak rzadko gdzie na świecie.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/03/New-York.jpg" size="640"/]

Nowy Jork (fot. Aga i Michał).

3. Czy Waszym celem było koniecznie mieszkanie na Manhattanie, czy braliście pod uwagę także inne dzielnice, np. coraz modniejszy Brooklyn?

Aga: Tak, ja od razu wiedziałam, że chcę mieszkać na Manhattanie. Amerykańscy znajomi nas zniechęcali twierdząc, że wszystko jest tu droższe – produkty spożywcze, żłobki, mieszkania… a dodatkowo trzeba zapłacić 5% podatku miejskiego. Jednak dla mnie najważniejsze było to, żeby mieć blisko do pracy, ponieważ mamy dwójkę małych dzieci i chcę być możliwie najwcześniej w domu. Dużym plusem jest też możliwość dotarcia do Central Parku na nogach, ponieważ jest to idealne miejsce na weekendowy spacer z całą rodziną.

Nie spotkałam się z opinią, że Brooklyn jest coraz bardziej popularny. Osoby z mojej pracy mieszkają raczej w New Jersey (Hoboken lub New Jersey City) i dojeżdżają do pracy ok. 45-60 min. w jedną stronę.

Michał: Pewnie robię się już nudny, ale tutaj też decyzja była po Agi stronie. W gruncie rzeczy w dużej mierze wygrała tutaj logika i pragmatyzm. Od początku całkowicie wykluczaliśmy możliwość dłuższego dojazdu. Już z godziny w każdą stronę, w ciągu tygodnia robi się dodatkowa dniówka! Woleliśmy ten czas przeznaczyć dla siebie i dzieci, nawet za cenę wyższych kosztów utrzymania, podatków i zdecydowanie mniejszego mieszkania niż to, które moglibyśmy mieć np. w Queens lub NJ, ale długo dojeżdżając.

4. Istnieje opinia, że mieszkania na Manhattanie są małe, stare i drogie… Czy zgadzacie się z tą opinią? Jakimi funduszami trzeba dysponować, aby wynająć przyzwoite mieszkanie na Manhattanie? Po jakim czasie wy znaleźliście swoje?

Aga: Z tą opinią się raczej nie zgodzę. Na Manhattanie mieszczą się jedne z najdroższych i bardziej ekskluzywnych mieszkań na świecie, a obecnie jest tu istny plac budowy! W związku z lepszą sytuacją ekonomiczną, prawie na każdej ulicy jest stawiany nowy budynek mieszkalny lub biurowy.

Oczywiście mieszkania na Manhattanie są droższe niż porównywalne mieszkania w New Jersey – na przykład, za ok. $2,500 możemy wynająć mieszkanie z 2 sypialniami w New Jersey lub mieszkanie z 1 sypialnią w przeciętnej dzielnicy na Manhattanie. Wydaje mi się, że trzeba zapłacić min. $3,000 za przyzwoite mieszkanie na Manhattanie. Poniżej tej kwoty mieszkania są faktycznie małe i stare.

Michał: Nieważne, ile masz pieniędzy – Nowy Jork chętnie pozwoli Ci wydać je wszystkie :) I nie dotyczy to tylko mieszkań. Małych i starych mieszkań jest tutaj sporo, szczególnie w dzielnicach, których historyczny charakter próbuje się zachować, jak np. Hell’s Kitchen, w której mieszkamy. Jednak z drugiej strony, jest bardzo dużo luksusowych mieszkań i ciągle powstają nowe. Całą sytuację mieszkaniową NYC chyba dobrze opisuje zdanie brokera, który pomógł nam znaleźć nasze lokum: „tutaj zawsze trzeba pójść na jakiś kompromis”.

Kwoty, które podała Aga, są całkiem trafione. Dodam tylko, że zmieniają się w zależności od sezonu. My mieliśmy to szczęście, że szukaliśmy miejsca na siebie zupełnie poza sezonem, więc i ceny najmu były niższe, i nie musieliśmy podejmować tak szybko decyzji. W szczycie sezonu, czyli latem, często bywa tak, że idziesz oglądać mieszkanie już z książeczką czekową w ręku i albo ci się podoba i bierzesz od razu, albo wynajmą je ci, którzy są następni. Nie żartuję – to sytuacja z życia wzięta. Umowę na nasze mieszkanie podpisaliśmy dwa tygodnie po przylocie. Szczęśliwie znaleźliśmy je bardzo szybko, biorąc pod uwagę ile rzeczy do załatwienia mieliśmy na głowie od dnia przyjazdu.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/03/New-York-view.jpg" size="640"/]

Widok na dzielnicę Hell’s Kitchen na Manhattanie (fot. Aga i Michał).

5. Ile ogólnie kosztuje życie w NYC? Gdybyście mieli porównywać koszty z tymi w Polsce, to co jest znacznie droższe – a co jest relatywnie tańsze?

Aga: Jeżeli przyjmiemy, że nie przeliczamy pensji na złotówki, tylko że zarabiamy w dolarach tyle ile w złotówkach (przelicznik 1:1), to w Nowym Jorku możemy za tę samą pensję kupić dużo więcej produktów codziennego użytku. Między innymi tańsze są: elektronika, ubrania, zabawki dla dzieci, taksówki, paliwo, samochody. Większe są natomiast koszty wynajmu oraz opieki medycznej. Na przykład, wizyta kontrolna u pediatry to koszt ok. $200, dlatego tak ważne jest, żeby mieć ubezpieczenie medyczne.

Michał: Tak, siła nabywcza dolara jest zdecydowanie wyższa niż złotówki. Przyjmując założenie Agi, w zasadzie wszystko jest tańsze, może poza mieszkaniem :) Choć to też zależy od tego, na jakim poziomie chce się żyć i ile wydać. Przykładowo, ostatnio kupiłem koszule, które niczym nie ustępują np. tym z Lantiera, a zapłaciłem tylko $20 za sztukę. Z drugiej strony, można na koszulę wydać także ponad $300. Podobnie z damskimi ubraniami, butami i torebkami. Jest mnóstwo sklepów, w których takie rzeczy kosztują sporo powyżej $1000 za sztukę (Louis Vuitton, Gucci, Armani). Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie i swojego portfela :) Zdecydowanie droższe niż w Polsce są opłaty za żłobki, przedszkola i prywatne szkoły. Licząc to nawet w skali 1:1, znacząco przebijają one ceny w Warszawie, a dobra prywatna szkoła dla dziecka potrafi tutaj kosztować niezłą roczną pensję. Na szczęście jest dużo katolickich szkół, które oferują porównywalny poziom za dużo przystępniejszą cenę.

6. Jakie są według Was największe plusy mieszkania w Nowym Jorku?

Aga: Świeże bajgle na śniadanie! A tak na poważnie – to perspektywy rozwoju zawodowego oraz możliwości rozwoju, jakie mają nasze dzieci. Wydaje mi się, że amerykański system edukacyjny bardziej niż polski pobudza kreatywność u dzieci, a lokalne uniwersytety są jednymi z najlepszych na świecie.

Michał: Na pewno możliwości rozwoju zawodowego, jakie daje to miasto, są takie, jak mało gdzie na świecie. Jest też niesamowita różnorodność języków i kultur. Mieszkają tu ludzie niemal z każdego miejsca na Ziemi.

7. A minusy?

Aga: Po pierwsze, śmieci. Raz w tygodniu wszyscy wystawiają worki ze śmieciami na chodniki i często przez prawie cały dzień one tam leżą.

Po drugie, czeki. Tutaj nadal bardzo popularne jest używanie czeków. Na przykład, za mieszkanie co miesiąc płacimy czekiem, bo właściciel nie akceptuje przelewów. To jest niewygodne.

Michał: W porównaniu do całej reszty USA, jest tutaj dalej bardzo drogo. Różnorodność kulturowa też może mieć swoje minusy- zależy, jak na to spojrzeć. Również koszty brokera mieszkaniowego są wysokie jak nigdzie indziej w kraju – wynoszą 15% rocznego czynszu! Dla porównania, wszędzie indziej płaci się maksymalnie 3%.

Kolejna rzecz to napiwki. W ogóle w Stanach „tipuje” się dużo, nawet 20-30%, i to nie tylko w restauracjach.

8. Agnieszko, pracujesz w NY w tej samej firmie, w której pracowałaś także w Krakowie. Czy mimo to dostrzegasz różnicę w kulturze korporacyjnej pomiędzy Polską a USA? W czym praca w USA różni się od pracy w Polsce?

Aga: Kultura korporacyjna w UBS jest podobna w Polsce i USA, natomiast warunki pracy są inne ze względu na różne przepisy prawne. Jak przeniosłam się do NYC, to byłam w ciąży. Zgodnie z Polskim prawem, przed komputerem mogłam siedzieć tylko 4 godziny dziennie. W USA nikt nie przejmował się tym, jak długo siedzę przed komputerem, a minimalny czas pracy w moim zespole to 10 godz. Płatny urlop macierzyński w NYC to 12 tygodni, natomiast w Polsce to prawie 12 miesięcy. Z natury jestem pracoholikiem i nie miałam żadnych problemów zdrowotnych w ciąży, więc nie było dla mnie problemem, że pracowałam więcej i jeszcze dwa dni przed porodem byłam normalnie w pracy.

Dodatkowo, dużo osób w NYC jeszcze dobrze pamięta masowe zwolnienia w sektorze finansowym podczas kryzysu w 2008 roku i mam wrażenie, że tu bardziej niż w Polsce ludzie doceniają to, że mają pracę. Wynika to pewnie też z tego, że finansiści nadal bardzo dobrze tu zarabiają.

9. Michał – Ty wyjeżdżając do Nowego Jorku musiałeś zakończyć pracę w dotychczasowej firmie w Polsce. Jak wyglądały Twoje pierwsze miesiące w NY? Czy odnalezienie się na tamtejszym rynku pracy wymaga wielu formalności?

Michał: Nie jest łatwo legalnie pracować w USA. Jeśli nie ma się obywatelstwa lub zielonej karty, pozostaje odpowiednia wiza, którą też nie jest łatwo dostać. W moim przypadku, oprócz wizy, do pracy potrzebuję jeszcze stosownej autoryzacji zatrudnienia. To biurokratyczny proces, który trwa trzy miesiące i nie zawsze kończy się sukcesem. Wykonywanie wielu zawodów wiąże się z uzyskaniem odpowiedniej licencji, co przekłada się na koszty jej uzyskania, egzaminy i czas. Formalności może być sporo, ale chyba warto przez to przebrnąć.

Ciekawym zjawiskiem w Stanach są urzędnicy, którzy są naprawdę mili i pomocni. Nie spotkałem jeszcze żadnego gburowatego czy nieprzyjemnego okazu…

Moje pierwsze miesiące w NY to szukanie mieszkania, zajmowanie się córką i załatwianie kolejnych papierów związanych z naszymi przenosinami. Nie spodziewałem się, że może być tego tak dużo, ale udało się to wszystko jakoś już poukładać.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/03/Zdjecie-Aga-i-Michal.jpg" size="640"/]

Aga i Michał.

10. Podobno w nowojorskich sklepach spożywczych nie jest tanio, więc w praktyce opłaca się jeść w restauracjach. Czy faktycznie jedzenie “na mieście” weszło Wam w nawyk?

Aga: Zdecydowanie w nowojorskich sklepach spożywczych nie jest tanio, więc praktycznie robią tam zakupy tylko turyści. Nowojorczycy przeważnie zamawiają zakupy przez Internet. Nasza rodzina liczy 4 osoby i w naszym przypadku bardziej opłaca się gotować w domu. Średnio może raz/dwa razy w tygodniu jemy poza domem, ale bardziej po to, żeby poznać nowe miejsca. Na przykład ostatnio byliśmy na bardzo dobrym tacos i burritos w lokalnej meksykańskiej knajpce.

Michał: Mam trochę odmienne zdanie niż Aga, ale to dlatego, że ja jestem odpowiedzialny za zakupy :) Na własny użytek sklepy spożywcze rozróżniam na kilka kategorii. Po pierwsze, są tu tzw. deli, gdzie serwowane jest jedzenie, ale gdzie znajduje się też mały market – i tam wszystko jest bardzo drogie. Po drugie, jest sporo większych supermarketów, gdzie ceny są bardziej przystępne, choć potrafią się wyraźnie różnić pomiędzy poszczególnymi sklepami. Po trzecie, trafiają się też tzw. „Farmer’s Market”- warzywno-owocowe bazarki, gdzie jest już zupełnie tanio, nawet o połowę w stosunku do cen w supermarkecie.

Osobną kategorię stanowią sklepy ze zdrową żywnością np. „Whole Foods”. Jest tam relatywnie drożej niż gdzie indziej, ale masz pewność, że żywność jest organiczna, bez GMO, antybiotyków, hormonów, a mięso – jeśli chcesz – może pochodzić z krowy karmionej wyłącznie trawą, a nie wzbogacanymi paszami.

Co do jedzenia na mieście, to znów przyjmując założenie 1:1, da się tutaj zjeść nieźle za rozsądną cenę. Czasami mam wrażenie, że całe miasto je w knajpach lub zamawia do domu, co jest wygodne, bo oszczędza się czas. My zazwyczaj gotujemy sami, ale to dlatego, że gotować lubię. „Na mieście” jemy od czasu do czasu, jak chcemy spróbować czegoś nowego.

11. Czy macie już jakieś swoje ulubione miejsca na Manhattanie?

Aga: Lokalny sklep z muffinami na rogu 8 alei i 49-tej, Central Park, Katedra Św. Patryka. Na zakupy lubię chodzić do sklepów w okolicy Lincoln Center.

Michał: Tak, w tamtym sklepiku są najlepsze muffiny, jakie kiedykolwiek jadłem. Ogólnie coraz bardziej podoba mi się Hell’s Kitchen – dzielnica, w której mieszkamy. Ma swój charakter, jest zupełnie inna od reszty miasta. Zaskoczyło mnie też, jak wiele naprawdę ładnych kościołów jest na Manhattanie. Św. Patryk jest oczywisty, ale warte zobaczenia są też kościół św. Agnieszki, Chrystusa Zbawiciela i Actor’s Chapel przy Broadway’u.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/03/New-York-St.Patrick-e1425974024488.jpg" size="640"/]

Kościół św.Patryka w Nowym Jorku (fot. Aga i Michał).

12. Za jakim aspektem życia w Polsce najbardziej tęsknicie?

Aga: Za rodziną i znajomymi.

Michał: Brakuje oczywiście rodziny i znajomych, ale video rozmowy znacznie to rekompensują. Jest sporo rzeczy, do których muszę się po prostu przyzwyczaić, bo w Polsce działają zupełnie inaczej.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>