Pokochać porażkę

To, że coś nam nie wyszło, nie oznacza jeszcze, że powinniśmy tego żałować. Porażka to nieodłączny składnik życia – i może ona działać na naszą korzyść, jeśli tylko potrafimy ją okiełznać.

Gdy jesteśmy dziećmi albo dopiero wchodzimy w dorosłość, mamy świetlane plany na przyszłość. Jesteśmy niemal pewni, że nasze życie ułoży się świetnie: zdobędziemy pracę marzeń, która przyniesie nam bogactwo, a nasze życie osobiste będzie wyglądało jak w bajce. Ewentualnych porażek nie bierzemy pod uwagę, bo kto normalny planuje takie rzeczy?

A potem się okazuje, że to nie do końca tak działa. Nie patrzymy już w przyszłość przez różowe okulary i przyzwyczajamy się do tego, że nasze życie nie jest tylko ciągiem sukcesów – niezależnie od tego, jak piękni i mądrzy jesteśmy. I tu pojawia się problem, bo wiele osób z porażką poradzić sobie nie umie. Zamiast ją przetrawić, wyciągnąć wnioski i iść dalej – mielą ją niemiłosiernie w głowie przez długie lata albo wpadają w jakże wygodną fazę zaprzeczenia. W dużej mierze jest to efekt uniwersalnych ludzkich uwarunkowań psychologicznych – ale można się pokusić o tezę, że po części jest to także rezultat naszej kultury, w której porażka ewidentnie nie jest glamour.

Ale są kraje, w których do tematu podchodzi się łagodniej.

Podejście do porażek to jedna z tych kwestii, które różnicują polski i amerykański sposób myślenia. Nie jest przypadkiem, że to w USA najczęściej tworzone są śmiałe, innowacyjne biznesy, przynoszące wielomilionowe przychody. I to nie przypadek, że mówi się o “amerykańskim śnie”, a nie o śnie chińskim czy europejskim. Już wcześniej pisałam o tym, że Amerykanie mają inne niż Polacy podejście do otrzymywania pracy po znajomości (możecie o tym przeczytać TUTAJ), co sprawia, że mają zdrowe podejście do networkingu. Osobiście sądzę jednak, że spektakularna ścieżka kariery nie jest możliwa także bez zdrowego podejścia do porażek – co za oceanem wydaje się bardziej powszechne niż na Starym Kontynencie.

Kultura przedsiębiorczości ma w Polsce krótsze korzenie niż w USA. W naszym kraju największymi przedsiębiorstwami są – oprócz państwowych gigantów energetycznych czy banków – spółki założone w latach 90. XX wieku przez obrotnych ludzi, którzy wystarczająco wcześnie zauważyli, że na raczkującym kapitalistycznym rynku brakuje dosłownie wszystkiego. Na tle niektórych amerykańskich firm, te spółki wciąż są bardzo młode. I trudno uznać je za innowacyjne, skoro w dużej mierze kopiowały one zachodnie rozwiązania.

Tymczasem w USA przedsiębiorcy przebyli już długą drogę. Na przełomie XIX i XX wieku John D. Rockefeller budował tam swoje naftowe imperium, Andrew Carnegie praktycznie stworzył i od razu zdominował rynek stali, Henry Ford był pionierem przemysłu samochodowego, a Thomas Edison po wielu nieudanych próbach wynalazł żarówkę.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2016/09/Thomas-Edison-porażka.jpg" size="640"/]

W zasadzie to nie ma żadnych dowodów na to, że Edison faktycznie wypowiedział te słowa. Ale niewątpliwie odzwierciedlają one sposób myślenia amerykańskich innowatorów.

Dzisiaj, chociaż minął cały wiek, w USA wciąż nie brakuje innowatorów. Miejsce wielkich umysłów amerykańskiej rewolucji przemysłowej zajęli tacy ludzie jak pionier rynku oprogramowania Bill Gates, twórcy globalnych serwisów społecznościowych (m.in. Mark Zuckerberg) oraz innowatorzy rynku energii czy lotów w kosmos, z nieustraszonym Elonem Muskiem na czele (który co prawda nie urodził się w USA, ale to tam rozwinął swoje biznesy). Oczywiście, Stany Zjednoczone nie mają monopolu na zdolnych ludzi, jednak to w USA wciąż tworzy się najwięcej produktów zmieniających życie ludzi na całym świecie.

Sukcesy amerykańskich przedsiębiorców mają oczywiście różne przyczyny, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ich wspólną cechą jest odpowiednie podejście tych biznesmenów do… porażek. Droga na szczyt nie jest bowiem usłana różami – może to i jest wyświechtany frazes, ale jest to także szczera prawda. Większość przedsiębiorców zawdzięcza swój sukces wytrwałości i temu, że po licznych porażkach byli oni w stanie po raz kolejny podnieść się z kolan i maszerować do przodu – podczas gdy inni wymiękali po drodze. Tego typu ludzie wiedzą, dokąd zmierzają – i w tym sensie ich przyzwyczajenie do niepowodzeń jako normalnych przeszkód w drodze do celu to nie jest wcale zła rzecz.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2016/09/porażka.jpg" size="640"/]

Bo aby te porażki po drodze nie przerażały, trzeba je zaakceptować jako część codzienności. A dodatkowo, na bieżąco przyglądać się każdej z nich i wyciągać wnioski. To nie jest ani łatwe ani przyjemne, ale buduje charakter i pozwala unikać popełniania tych samych błędów. Tak właśnie do sprawy podchodzi większość Amerykanów. Tolerancja dla porażek czy wręcz chwalenie się nimi są tam na porządku dziennym – w końcu popełnianie błędów jest dowodem na to, że coś robimy z naszym życiem, zamiast strachliwie stać w miejscu. W Stanach Zjednoczonych swoich porażek nie ukrywa się więc w CV, ponieważ pracodawcy wiedzą, że człowiek, który raz popełnił pewien błąd, wyciągnie z niego lekcje i raczej nie postąpi drugi raz tak samo w przyszłości. A przy okazji będzie miał on więcej pokory i odporności na niesprzyjające mu losowe przypadki.

Amerykańskie podejście do porażek bardzo mi się podoba, ponieważ jest ono po prostu ludzkie. Każdy z nas ma przecież swoje wzloty i upadki – a w dobie chwalenia się swoim bajecznym życiem na portalach społecznościowych często widzimy tylko te pierwsze, zapominając o drugich. Nie oznacza to jeszcze, że trzeba się swoimi błędami chwalić – ale warto przynajmniej je oswoić i umieć je sobie wybaczyć, podobnie jak to robią Amerykanie.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2016/09/satelita-noaa.jpg" size="640"/]

Czasem warto spojrzeć na rzeczy z odpowiedniej perspektywy.

Zresztą, czasem porażka wcale nie jest przeciwieństwem sukcesu, tylko jednym z jego elementów. Jak to jest możliwe? Akurat przykładów nie muszę szukać daleko, bo odnajduję je codziennie na rynku kapitałowym. Każdy inwestor zgodzi się z tym, że żeby umieć wygrywać, trzeba też umieć przegrywać: np. uciąć szybko stratę, przyznając się tym samym do błędu w postaci zawarcia pozycji po niewłaściwej stronie rynku. To właśnie ci inwestorzy, którzy potrafią szybko rozpoznać i zaakceptować własne błędy, osiągają najlepsze wyniki. Z kolei ci, którzy uparcie bronią się przed przyznaniem się do porażki (np. trzymają akcje słabej spółki zbyt długo), ostatecznie wychodzą na tym źle.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2016/09/fail.jpg" size="640"/]

Co większość ludzi myśli – a o czym wiedzą ludzie sukcesu.

Wiadomo – łatwo powiedzieć, a trudniej wykonać. Przecież gdy ponosimy porażkę, to możemy stracić reputację, pieniądze, ważne kontakty osobiste. Może się okazać, że decydując się na odważny krok, tracimy opcje, które z punktu widzenia czasu okażą się atrakcyjne. Że zamkniemy sobie drzwi do pewnych możliwości. Że ostatecznie wylądujemy na lodzie.

Tak faktycznie może się stać - ale paradoksalnie, dużo bardziej ryzykujemy, gdy boimy się ponosić porażek. Dlaczego? Bo to oznacza, że nie robimy ze swoim życiem nic ekscytującego - nie dążymy do niczego na tyle dużego czy ważnego, by warto było podjąć dla tej sprawy pewne ryzyko i by móc być potem z tego dumnym. Zamiast tego tuptamy w miejscu, ryjąc pod sobą coraz głębszy dołek. I ostatecznie całe nasze życie staje się jedną wielką porażką.

Wiem, że tym tekstem – nomen omen – Ameryki nie odkryłam. Ale od czasu do czasu warto sobie przypomnieć o tym, że wiele znanych osób, które osiągnęły sukces, ma swój cmentarzyk nieudanych prób, projektów czy inwestycji. Czasem ich porażki bywały spektakularne i bardzo publiczne (pamiętacie, że Steve Jobs został wyrzucony ze swojej własnej firmy?). Jednak ci wszyscy ludzie nie robią sobie każdego dnia wyrzutów tylko i wyłącznie dlatego, że kiedyś im coś nie wyszło. Żyją dniem dzisiejszym i myślą o przyszłości. A więc dlaczego Ty miał(a)byś robić inaczej?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>