Zrujnowana Polska - moim okiem

W czasie, gdy hashtag #polskawruinie robi zawrotną internetową karierę, ja miałam okazję wyskoczyć na jeden dzień do Trójmiasta, by zobaczyć nasze zrujnowane wybrzeże. Ale będzie tu nie tylko o nim.

Ostatni raz zawitałam do Trójmiasta 5 lat temu, przy okazji robienia kolejnego patentu żeglarskiego. To już całkiem sporo czasu, dlatego gdy pojawiła się możliwość spontanicznego wypadu do Gdańska i Sopotu, nie zastanawiałam się długo.

Kiedyś pomyślałam sobie, że Warszawa, Wrocław i Trójmiasto to trzy najlepsze miejsca do stałego zamieszkania w Polsce – a przynajmniej w moim odczuciu. Warszawa – bo tu się dzieje najwięcej, bo podoba mi się pęd i konkurencja, bo to miasto pasuje do mojego charakteru. Zresztą, dlatego tu zostałam. Wrocław – bo jest przepiękny, pełen uroczych zakamarków, zadbany i tętniący życiem. Trójmiasto – bo to zlepek trzech miast, z których każde jest ładne, a przy okazji jest to miejsce o ciekawej historii i cudownym morskim charakterze. Póki co moje TOP3 pozostaje niezmienne.

Wracając do Trójmiasta – mam wrażenie, że przez te pięć ostatnich lat Gdańsk i Sopot nie zmieniły się wiele. Ale nie znaczy to, że nie zmieniły się wcale. W mojej opinii jest tu czyściej niż było kiedyś, a przede wszystkim, widać tu przypływ pieniędzy, który zaowocował wyremontowaniem kolejnych kamienic i wybudowaniem nowych obiektów. Oczywiście jest sporo turystycznego kiczu, jak w każdym tego typu miejscu, ale nie zaciera to szerokiego obrazu. Trójmiasto jest po prostu piękne. Podobnie jak w Warszawie, widać tu, że Polska to już bardziej Europa Zachodnia niż Wschodnia. I chociaż ceny też zaczynają się tu robić zachodnie, to jest to proces powolny i nadal jest tu relatywnie tanio.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/06/Gdańsk-ul.-Długa.jpg" size="640"/]

Ulica Długa w Gdańsku.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/06/Gdańsk-Neptun.jpg" size="640"/]

Neptun, a w tle gdański ratusz.

Gdy przechadzałam się ul. Długą w Gdańsku przy klimatycznych dźwiękach carillonu z Ratusza Głównego Miasta, przypomniały mi się ironiczne memy o zrujnowanej Polsce, które ostatnio podbijają Internet. Na pewno widzieliście już ich sporo, więc przypomnę tylko kilka.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/06/Polska-w-ruinie-small.jpg" size="640"/]

#polskawruinie

Oczywiście jak zwykle chodzi tu o politykę, ale postaram się pozostać od niej z daleka. Dlaczego? Bo niezależnie od upodobań politycznych, wkurza mnie, gdy słyszę narzekania na to, jak w Polsce jest źle, ludzie są biedni i walczą o przetrwanie, polski przemysł upada, i w ogóle wszystko zmierza w złym kierunku. Chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że w naszym kraju nie jest idealnie, to naprawdę trzeba być ślepym, aby nie zauważać zmiany warunków życia Polaków na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat. Moje pokolenie ma możliwości, o których nasi rodzice nawet nie marzyli, a Polska przestaje być krajem szarych miejskich blokowisk i klockowatych domów na wsiach.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/06/Sopot-przy-molo.jpg" size="640"/]

Sopot.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/06/Sopot-plaża-i-molo.jpg" size="640"/]

Sopockie molo z plażowej perspektywy.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/06/Sopot-marina.jpg" size="640"/]

Znalazłam te dłubanki w sopockiej marinie!

I wcale nie piszę tego z perspektywy rozpieszczonej “warszafki”. Zdaję sobie sprawę z tego, że w stolicy żyje się wygodnie i bezrobotnym można tu być tylko na własne życzenie. Wiem także, że w mniejszych miejscowościach na ogół nie jest już tak kolorowo, że zarabia się tam mało i wielu osób po prostu nie stać na wygodne, czy nawet godne życie. Ale gdy odwiedzam moje rodzinne miasto co parę miesięcy, to trudno mi nie zauważać zmian na lepsze. Odkąd pamiętam, Jasło nigdy nie wyglądało lepiej niż obecnie. Unijne pieniądze pomogły nie tylko znacząco ulepszyć architekturę i infrastrukturę, ale także stworzyć mieszkańcom miasta nowe szanse na dokształcenie się oraz spędzenie wolnego czasu. Przyznaję, że po upadku PRL pozamykano lub zrestrukturyzowano tam sporo firm, a pokoleniu obecnych 50- i 60-latków czasem ciężko odnaleźć się w innym środowisku pracy. Ale w większości tych zakładów praca była szalenie nieefektywna i można było pić kawę przez pół dnia. Poza tym, transformacja ustroju ma to do siebie, że jedni na niej wygrywają, a inni przegrywają. A spora część osób po prostu nadal robi swoje.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/06/rynek_w_jasle.jpg" size="640"/]

Tak wygląda rynek w “zrujnowanym” Jaśle (źródło: jaslo.pl)

Nie można popadać w żadną skrajność. Nasz kraj ma swoje wady, ale w bajki o Polsce w ruinie wierzą tylko ci, którzy nie widzieli alternatywy. Większość osób, które miały okazję trochę podróżować, prawdopodobnie im zaprzeczy.

Ja sama mam to szczęście, że zobaczyłam już kawałek świata – a mimo to świadomie zostałam w Polsce, bo widzę, że jest to dobre miejsce do życia. Nie idealne, ale całkiem niezłe. Za każdym razem, gdy jestem w innym kraju, uważnie obserwuję różne miejsca i zastanawiam się, czy mogłabym tam zamieszkać. Jakie są moje wnioski? Że mieszkanie w każdym miejscu ma swoją cenę i to do nas należy decyzja, czy chcemy ją płacić.

Nowy Jork? Miasto blichtru i nieskończonych możliwości – ale ceną mieszkania tutaj jest ostra konkurencja na rynku pracy i brak bezpieczeństwa zatrudnienia.

Paryż? Rzym? Przepiękne miasta o bogatej historii, w których zarabia się w euro – i które za sprawą problemów z imigrantami zatracają swój europejski charakter, zwłaszcza poza turystycznym centrum.

Szwajcaria? Bogaty kraj gór i jezior o rozwiniętym społeczeństwie obywatelskim. I jednocześnie kraj, gdzie jest okrutnie drogo, a otwarte, ciepłe relacje międzyludzkie to rzadkość. No chyba że trzymasz się z innymi obcokrajowcami.

A może rzucić to wszystko i zamieszkać w willi na plaży w Indiach? Ok, ale trzeba byłoby zaakceptować wypadnięcie z zawodowego obiegu, brud, słabą infrastrukturę oraz niemożność załatwienia czegokolwiek w sensownym czasie.

Zawsze jest coś za coś. Ale nie wszystko widać na pierwszy rzut oka.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/06/Gdańsk-kanał.jpg" size="640"/]

Klimatyczne kanały w Gdańsku.

[do action="zdjecie" adres="http://d-tour.pl/wp-content/uploads/2015/06/Sopot-graffiti.jpg" size="640"/]

Mural w Sopocie. Może o te obdrapane ruiny chodzi?

5 thoughts on “Zrujnowana Polska - moim okiem

  1. Niestety to nie tak proszę Pani. Jakość instytucji państwowych w Polsce, zbudowanej formuły społecznej, która to budowa jest o wiele ważniejszą budową niż mury, jest tragiczna. Tyle, że na tej budowie o wiele mniej mogą zarobić kolesie, znajomi królika, wyżsi urzędnicy, i panowie z WSI. Mało tego, byłaby ona dla tych osobników wręcz śmiertelnym zagrożeniem.
    Wg rankingów Światowego Forum Gospodarczego, na 144 państwa, pozycja Polski:
    -efektywność rozpatrywania sporów prawnych (czyli poziom sądownictwa) – 118 miejsce (poziom Madagaskaru)
    -przychylność systemu prawa dla działalności gospodarczej – 117
    -przejrzystość w zakresie sprawowania rządów – 110 (między Jamajką a Tanzanią)
    -poziom deficytu budżetowego i ogólny poziom zadłużenia państwa – 100. i 96. miejsce,
    -jakość dróg – 89,
    -zdolności utrzymania zdolnych ludzi w kraju – 117,
    - przyciągania ludzi utalentowanych 124
    Są to dane z artykułu prof. Kazimierza Dadaka (Prezydent w stajni Augiasza) – łatwo znaleźć w necie, ale zestawienie powyższe z całego artykułu, a nie tylko części netowej.
    Zderzenie tych różnych budów (bardzo przepłaconych i jak przy autostradach skutkujących masowymi bankructwami polskich podwykonawców) z danymi z powyższego rankingu stawia pytanie – a gdzie zwykły człowiek, gdzie ludzie, gdzie dbałość o nich? Inne pytanie – za jaką cenę te budowy), jak nieudolnie były prowadzone (vide strategiczny gazoport, a co dopiero inne), ile poszło do lewych kieszeni, dlaczego np. mamy tak drogie dla kierowców autostrady?
    Mamy więc wieś potiomkinowską, jak za Gierka, przywiązanie do wielkich budów, jak za Gierka, propagandę sukcesu, jak za Gierka, a byle jakie życie większości społeczeństwa, obawiam się, że też tak jak za Gierka, na kredyt, na co wskazują długi porobione przez Rostowskiego (w latach 2008-2014 ok. 850 mld, gdy 1990-2007 zaledwie 550 mld) i zadłużenie zwykłych ludzi.
    Potrzebna jest druga rewolucja solidarnościowa, ale taka prawdziwa, bez dominacji służb i ich agentów.
    Ostatnie wybory wygrał Duda, ale zaraz po nim Sumliński. I niech te fakty określą naszą przyszłość, bo nie ma już ani czasu, ani szans Polski do zmarnowania. To naprawdę ostatni dzwonek!

    • Ogólnie zgadzam się z tym, że jest to bardzo złożona kwestia – a to, że budynki są coraz ładniejsze, nie znaczy jeszcze, że ludziom żyje się wspaniale.

      I również sądzę, że w kwestiach społecznych jest jeszcze sporo do zrobienia. Ale chcę też zaznaczyć, że mimo wszystko nie jest tak tragicznie, jak niektórzy to opisują. Mamy przed sobą sporo wyzwań, ale mamy też niestety tego pecha, że musimy nadrabiać wszystkie zaległości z okresu PRL. I to nie tylko gospodarczo-infrastrukturalne, ale także społeczne. Pisałam w artykule “Zaufanie się opłaca”, że lata komunizmu zrobiły u nas swoje pod kątem mentalności: zmniejszyły zaufanie do innych, nauczyły kombinatorstwa. I wydaje mi się, że jak na 30 lat, zrobiliśmy duży skok – ale zmiana mentalności i budowa społeczeństwa obywatelskiego to kwestia kilku pokoleń.

  2. @Dorota Rzeczywiście uważa Pani, że dramatyczna pozycja w takich rankingach jak niżej wskazane, to obiektywne pokłosie zaległości PRL?
    Zacytuję z mojego postu: “Wg rankingów Światowego Forum Gospodarczego, na 144 państwa, pozycja Polski:
    -efektywność rozpatrywania sporów prawnych (czyli poziom sądownictwa) – 118 miejsce (poziom Madagaskaru)
    -przychylność systemu prawa dla działalności gospodarczej – 117
    -przejrzystość w zakresie sprawowania rządów – 110 (między Jamajką a Tanzanią)
    -zdolności utrzymania zdolnych ludzi w kraju – 117,
    - przyciągania ludzi utalentowanych 124″.
    Zważywszy, że rzecz dotyczy kraju Unii Europejskiej i NATO, leżącego w środku Europy, zamieszkanego przez ludzi, którzy należą do ścisłej czołówki najwięcej pracujących w tejże Unii, uznawanych obiektywnie poza granicami za pracowitych i kreatywnych, rankingi takie jak te, nie mogą być wynikiem zaległości, ale muszą być wynikiem woli by tak właśnie było, działania przemożnych sił (polecam książkę Sumlińskiego), dla których naturalnym i korzystnym środowiskiem jest postkomunistyczna mętna woda i udział w torcie tylko dla swoich, przy wyzysku całej reszty.
    Rzecz w tym, żeby oni i popierani przez nich przestali wreszcie rządzić w naszej Ojczyźnie.

    • Myślę, że nikt nie jest w stanie ocenić zaległości z czasów PRL całkowicie obiektywnie – bo zwłaszcza w kwestiach społecznych, każdy ma subiektywne kryteria. Dlatego ja się na to też nie porywam, zwłaszcza, że czasy PRL pamiętam praktycznie tylko z opowieści.

      Tak czy inaczej, sprawdziłam, że w rankingu konkurencyjności Światowego Forum Gospodarczego najgorzej wypadamy w takich kwestiach jak: zaufanie do świata polityki, jakość regulacji prawnych, współpraca pracodawcy-pracobiorcy, przejrzystość polityki gospodarczej. (TUTAJ są pełne dane, gdyby ktoś inny chciał sobie poczytać). A to, moim skromnym zdaniem, w jakimś stopniu jest kwestia mentalności z poprzedniego systemu, który przyzwyczajał do przerośniętej biurokracji, dbania głównie o siebie i swoje najbliższe otoczenie, a także braku zaufania do innych.

      A to, że późniejsze rządy mają swoje na sumieniu, to już oddzielna kwestia – oczywiście też ważna.

  3. Punkt wyjścia w tej dyskusji to de facto ocena jakości rządzenia i urządzania Polski, prowadzenia spraw polskich, w czasie 25-26 lecia. Jest to też kluczowy spór polityczny obecnie w Polsce – „złoty wiek” czy „czas zmarnowanych szans”. Czynnik, o który my oboje się szczególnie spieramy to wpływ zaszłosci PRL na to, że rankingi są jakie są – po prostu marne. Jeśliby próbować szukać jakiegoś sensownego rozstrzygnięcia to być może efekt dałaby jakaś prosta metodologia komparatystyczna, porównywania w tych rankingach pozycji Polski z pozycją innych krajów postkomunistycznych. Wnioski musiałby oczywiście uwzględniać specyfiki poszczególnych krajów (myśmy np. byli tzw. najweselszym barakiem w demuludach – w sumie u nas najwięcej jeszcze ludziom była można, a więc punkt startu szczególnie korzystny), cech narodowych (ponoć Polak Polakowi wilkiem, a więc to na odwrót, szczególnie niekorzystne dla sprawnych instytucji zbiorowych-społecznych).
    Argument „zielonowyspowy” o dynamice PKB tylko potwierdza wątpliwości jakie wcześniej wyrażałem. Słynne przemówienie prezesa Belki do studentów o tym, że wydajność pracy w XXI w. w Polsce wrasta szybciej niż w krajach dość podobnych (Czechy, Słowacja, Węgry), gdy wzrost płac jest 2,5 raza mniejszy świadczy zapewne o tym, że jesteśmy jako społeczeństwo (wedle danych jedno z najciężej pracujących w Europie) doskonale strzyżeni przez naszych panów (korporacje, banki, koncerny, rządzący, aferzyści, mafie gospodarcze), a rząd nawet nie to, że ma to gdzieś, ale temu strzyżeniu doskonale i usilnie służy.
    Myślę, że wielka „zasługa” w utrzymywaniu tego stanu rzeczy, tzn. świadomości pozwalającej na ten rozbój, jest po stronie mediów tzw. maistreamu (w tym słynna tv WSI-24) – badania mają pokazywać, że u Polaków jest dwukrotnie większe zaufanie do mediów, szczególnie do TV, niż w krajach zachodnich, a ponoć minister Drzewiecki miał powiedzieć, że Polacy to naród idiotów, którymi można rządzić przy pomocy pilota telewizyjnego. Tak czy inaczej przemoc medialna wydaje mi się ważnym faktem w polskich warunkach (to co było w TVP i TVN24 między I i II turą wyborów było tak obrzydliwe, że jak wcześniej ciągle oglądałem te telewizje, to od tego czasu przestałem je włączać – przyznam, że tvn24, mimo świadomości proweniencji, bardzo chętnie oglądałem, ale to już przeszłość – nie będę się dokładał do ich oglądalności i innym też będę odradzał), i najbardziej uderzająca w osoby najsłabsze na niwie obiegu informacji, to jest z wykluczeniem cyfrowym (brak możności weryfikacji internetowej), najuboższe, najsłabiej wykształcone – dla nich często to co w TV to niemal prawda objawiona, więc cały ten proceder przypomina poniekąd gwałt na dziecku.
    Mam nadzieję, że to się obecnie zmieni, gdyż widać teraz w Polsce nieobserwowane od 1980 r. pobudzenie ducha obywatelskiego, i to wskutek kampanii, która miała być najnudnieszą kampanią prezydencką III RP – los bywa przewrotny, a historia to kapryśna pani. Wdzięczność należy się w szczególności Andrzejowi Dudzie, Pawłowi Kukizowi i Wojciechowi Sumlińskiemu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>